Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
659 postów 15 komentarzy

Staniłko Lech Kaczyński był kłodą sojuszu niemiecko rosyjskiego

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Z punktu widzenia Berlina, Lech Kaczyński był wyjątkowo trudnym i niewygodnym partnerem..Po trzecie wreszcie, polityka Lecha Kaczyńskiego zmierzała do politycznego zintegrowania krajów Europy Środkowej i Wschodniej

 

 
Staniłko „Z punktu widzenia Berlina, Lech Kaczyński był wyjątkowo trudnym i niewygodnym partnerem. Domagał się on bowiem pełnego głosu dla krajów tzw. Nowej Europy w decydowaniu o kształcie Unii Europejskiej, co budziło irytację starych państw Unii.”.....”Po trzecie wreszcie, polityka Lecha Kaczyńskiego zmierzała do politycznego zintegrowania krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Działania prezydenta nie przyniosły spodziewanych szybkich skutków, bo też tego typu wysiłki rzadko kończą się szybkim powodzeniem, jednak w oczach rosyjskich strategów i elit politycznych ich logika była całkowicie jasna i niebywale szkodliwa dla rosyjskich zamierzeń.Prezydent Kaczyński dążył bowiem do zbudowania trwałej koalicji Polski – jako lidera Europy Środkowej– nie tylko z krajami tzw. nowej Europy, ale również z krajami tzw. BUMAGI, czyli Białorusi, Ukrainy, Mołdawii, Azerbejdżanu, Gruzji i Armenii.Ta strategia zbudowana była na tradycyjnym polskim myśleniu geopolitycznym, którego korzenie sięgają czasów jagiellońskich „...(więcej)
 
Jarosław Kaczyński „ Stworzenie wspólnej armii przez UE dałoby Brukseli status supermocarstwa porównywalnego z Waszyngtonem. Chcę, by Europa była supermocarstwem. Jestem eurorealistą i popieram silną Europę, zwłaszcza w aspekcie polityczno-militarnym – mówił Jarosław Kaczyński na XXI Forum Ekonomicznym w Krynicy „....(więcej)
 
Zychowicz „„Rok 1920 był momentem zwrotnym w dziejach Polaków. To właśnie wtedy, mimo militarnego zwycięstwa, ostatecznie umarła idea Polski wielkiej, która rozciąga się na szerokich połaciach Europy Wschodniej, swymi granicami sięgającej niemal po mury Kremla i po stepy Zaporoża, której obywatele mówili dziesiątkami języków i wznosili modły w kościołach, cerkwiach, synagogach, zborach i meczetach. ”...” To właśnie w Rydze Polska ostatecznie wyparła się idei jagiellońskiej – porozumienia narodów znajdujących się między Niemcami a Rosją. Jedynej koncepcji, która może zapewnić Polsce, że będzie liczącym się graczem, a nie średnim państwem, z wynikającymi z historii ambicjami, ale bez potencjału, by je zrealizować.”...(więcej )
 
Paweł Kowal ”Otwarta na Wschodzie Unia to interes bardziej nasz niż Niemców czy Czechów, a nawet niektórych Ukraińców. .....”Tym planem powinna być odbudowa więzi ze społeczeństwami na Wschodzie, wielka rekonstrukcja. Nie Rzeczypospolitej Jagiellońskiej, ale relacji z ludźmi. Jako żelazny kapitał na czas, kiedy znowu powstaną warunki do działania w polityce. Na pierwszy ogień powinna pójść walka z wizami. Powinien powstać program wymiany studentów– dzisiaj w Polsce studiuje 6 tysięcy Ukraińców. Przez kilka lat powinniśmy podwajać tę liczbę, wydatki na ten cel byłyby inwestycją lepszą niż stadiony na Euro. „.....”Mniejsi przedsiębiorcy z Polski powinni otrzymać premię podatkową za rozwijanie współpracy ze Wschodem „....”Powinien powstać rządowy program, który będzie dofinansowywać wizyty licealistów na Wschodzie, tak by nie było maturzysty, który nie przekroczył Bugu, nie spotkał Ukraińców, Białorusinów, nie ujrzał Nowogródka itd. – wzorem powinny być doświadczenia izraelskie czy program polsko-niemieckiego „Jugendwerku". „......Środki trzeba skoncentrować, a głównym projektem powinien być Uniwersytet Partnerstwa Wschodniego. Sprzyjałoby to rekonstrukcji relacji ludzkich w regionie „......”Uniwersytet, idea do cna europejska, byłby widocznym znakiem zaangażowania Brukseli, miejscem studiów młodych ze Wschodu i Zachodu. Przygotowałaby siatkę znających się absolwentów, mających wspólne wspomnienia zarówno z sali wykładowej, jak i z akademika. Ich korpus byłby jak znalazł, gdy w końcu otworzą się możliwości poszerzenia Unii. „....”„Koncerny jako 
przedłużenie państwa „.....”Polsce potrzeba siły, a siła to gospodarka „.....”Trafnie pisał o tym Maciej Olex-Szczytowski. Bez „swoich" koncernów, będących „przedłużeniem państwa", Polska nie odegra roli w Unii, a do Kijowa czy Pekinu latać będziemy jak niegroźne pięknoduchy z pustym koszyczkiem. Właśnie pozbyliśmy się nawet Zelmera, który miał ćwiartkę polskiego rynku AGD „....(źródło)
 
Friedman „Aby zacząć myśleć o polskiej strategii, musimy pamiętać, że w XVII wieku Polska, w unii z Litwą, była jednym z głównym mocarstw europejskich „....(więcej)
 
Macierewicz „Lech Kaczyński, mimo problemów, z jakimi musiał się borykać, był samodzielnym politykiem i skutecznie bronił suwerenności państwa. I dlatego uważam, że był najwybitniejszym polskim prezydentem. „....”Moim zdaniem Lech Kaczyński był najwybitniejszym prezydentem w dziejach Polski. Największym sukcesem jego prezydentury było zbudowanie sojuszu państw i narodów Europy Środkowej. Wcześniej ideę porozumienia państw położonych między Rosją a Niemcami propagował Józef Piłsudski – uniemożliwiła wówczas jej realizację słabość Polski i sytuacja geopolityczna. Te okoliczności zmusiły nas do zawarcia traktatu ryskiego po wojnie polsko-bolszewickiej. Oznaczało to rezygnację z programu budowy szerokiego porozumienia Europy Środkowej. W latach 40. wrócił do tego pomysłu, choć w innym zakresie, Władysław Sikorski. Dziś jest oczywiste, że budowa sojuszu w Europie Środkowej to nasza racja stanu. Prezydent Lech Kaczyński ideę przekształcił w realny projekt polityczny. Dzięki sprzyjającym warunkom gospodarczo-politycznym udało się to przeprowadzić w ciągu czterech lat, a więc błyskawicznie. Z tej koncepcji dzisiaj pozostały tylko drzazgi, ale mam nadzieję, że dzięki solidnym fundamentom narodowym, kiedy zmieni się władza w Polsce, będzie można do niej powrócić. Sojusz środkowoeuropejski w porozumieniu ze Stanami Zjednoczonymi jest fundamentem polskiej racji stanu. Podobnie jak od ponad 300 lat podstawą racji stanu Wielkiej Brytanii jest utrzymanie równowagi sił w Europie i niedopuszczenie do powstania tam państwa hegemona, a racją stanu Rosji imperialnej jest sojusz z Niemcami. „...(więcej )
 
Jan Staniłko „Wszędzie na świecie interes narodowy definiuje grupa kontrolująca kanały władzy, pieniądza i prestiżu, czyli establishment. Zła definicja interesu narodowego lub – jak to często bywa w Polsce – zwykła odmowa podjęcia tego wysiłku, jest świadectwem niskiej jakości elit. Establishment wysokiej jakości cechuje pewność siebie, determinacja i kompetencja, czyli cechy w Polsce niebywale rzadko występujące w połączeniu. „....”W obrębie polskich elit znajdziemy oligarchów oraz licznych najemników i brokerów zagranicznego kapitału (menedżerów i konsultantów), często brylujących w mediach. Natomiast z trudem znajdziemy w ich szeregach prawdziwych właścicieli i kreatorów, czyli przedsiębiorców związanych z Polską na dobre i na złe. Establishment, którego proweniencja stanowi tabu polskiego życia publicznego, jest często dla nich zamknięty. „.....”Jednak po 20 latach rozwoju polskiego kapitalizmu istnieje względnie liczna grupa polskich kapitalistów, „.....”Zbudowali oni globalnie konkurencyjne polskie firmy średniej i większej skali. To oni powinni dziś  zijednoczyć się w narodową klasę przemysłową i jako tacy stać się partnerami dla władz państwa. „.....”rozpaczliwe wezwanie estońskiego prezydenta Thomasa Ilvesa: „Polska to nadzieja dla wszystkich małych krajów". ….”Niewielu zapewne ludzi skłonnych będzie dziś przyznać, że człowiekiem, który to wezwanie starał się na miarę swoich sił i umiejętności podjąć był prezydent Lech Kaczyński. „...(więcej )
 
Video Staniłko „ Geopolityka Lecha Kaczyńskiego „ ...(więcej )
 
 
-----
Mój komentarz
 
Warto sobie uświadomić jak wielkim geopolitycznym zagrożeniem dla Niemiec i Rosji był Lech Kaczyński. Gdyby Jarosław Kaczyński tak jak było to planowane wsiadł do samolotu lecącego do Smoleńska to PiS zostałby rozwalony od środka przez takich ludzi jak Michał Kamiński , Kluzik Rostkowska, Ziobro, Kurski. Rozbity PiS zostałby wdeptany buciorami stronnictwa pruskiego w ziemię, Radio Maryja rozgromione . A Obóz Patriotyczny by nie powstał . I Polacy nie mogliby się wokół niego zjednoczyć . Lech Kaczyński oczywiście nie spocząłby na Wawelu , nie powstałby kult polityczny wokół jego osoby. A tym samym jego osoba , pamięć nie stałby się personifikacją polskiej racji stanu . A dzieło jego życia poszłoby na marne .
 
Gdyby również Jarosław Kaczyński zginął to również los polityczny Tuska byłby przesądzony. Bo jedynym powodem dla którego Niemcy i ich media tak długo utrzymują go przy władzy i stabilizują sytuację polityczną w Polsce jest ….Jarosław Kaczyński i silny PiS . To dlatego Niemcy utrzymują niekorzystny dla nich stan w którym Układ Tuska kumuluje władzę i majątek .
 
Chciałbym zwrócić uwagę na dążenie Lecha I Jarosława Kaczyńskiego do wykorzystania Unii i je siły do uzyskania przez Polskę geopolitycznej pozycji pozwalającej odbudować przestrzeń cywilizacyjną Rzeczpospolitej Jagiellońskiej . Jarosław Kaczyński nie bez powodu zabiegał o zbudowanie armie europejskiej i osłabienie tym samym Niemiec. Wykorzystanie siły politycznej i gospodarczej Unii pozwoliłby przyłączyć Ukrainę i Białoruś do Unii , czyli de facto odbudować przestrzeń jagiellońska . Wtedy nawet rozpad Unii nie byłby dla Polski groźny , bo miałaby szansę wyjść z niej wraz z Ukrainą i Białorusią , Litwą , a może Węgrami Słowacją i Czechami jako odbudowana II Rzeczpospolita Jagiellońska.
 
Tutaj warto zwrócić uwagę na tekst Kowala, który postuluje w tej materii pracę organiczną i czekanie na sprzyjający moment geopolityczny.
 
Kowal” Tym planem powinna być odbudowa więzi ze społeczeństwami na Wschodzie, wielka rekonstrukcja. Nie Rzeczypospolitej Jagiellońskiej, ale relacji z ludźmi. Jako żelazny kapitał na czas, kiedy znowu powstaną warunki do działania w polityce”.
 
Oczywiście sytuacja geopolityczna ulega szybkim , dramatycznym zmianom . Powstały dwa nowe imperia . Chiny i Indie, w upadku są USA i Europa . Niemcy prawdopodobnie przeceniły swoje siły i nie zbudują IV Rzeszy w oparciu o Unie Europejską . Rozpadają się struktury społeczne Europy Zachodniej . Poza tym upadek planu budowy IV Rzeszy oznacza początek upadku gospodarczego i politycznego samych Niemiec. A my ciągle nie mamy wspólnej przestrzeni gospodarczej, kulturowej i społecznej z Ukrainą .
 
W tym kontekście należy docenić dążenie Jarosława Kaczyńskiego do tego , aby od Polski i Ukrainy odstraszała Rosję wspólna europejska , a nie niemiecka armia . Bo już niedługo w obecnej sytuacji będziemy zmuszeni liczyć tylko na siebie .
 
video profesor Nowak „ Moskwa i Litwa : Początek geopolitycznego konfliktu „ ( XIV – XVI wiek )
Marek Mojsiewicz
Osoby podzielające moje poglądy , lub po prostu chcące otrzymywać informację o nowych tekstach proszę o kliknięcie „lubię to „ na mojej stronie facebooka Marek Mojsiewicz
Twitter
 
Fragment książki: „Katastrofa: bilans dwóch lat”wydanej przez Instytut Sobieskiego.
Katastrofa smoleńska a geopolityka Lecha Kaczyńskiego
Z punktu widzenia Berlina, Lech Kaczyński był wyjątkowo trudnym i niewygodnym partnerem. Domagał się on bowiem pełnego głosu dla krajów tzw. Nowej Europy w decydowaniu o kształcie Unii Europejskiej, co budziło irytację starych państw Unii.
Jan Filip Staniłko
Katastrofa smoleńska a geopolityka Lecha Kaczyńskiego
Z punktu widzenia Berlina, Lech Kaczyński był wyjątkowo trudnym i niewygodnym partnerem. Domagał się on bowiem pełnego głosu dla krajów tzw. Nowej Europy w decydowaniu o kształcie Unii Europejskiej, co budziło irytację starych państw Unii. Utrudniał odbudowę, ponad głowami krajów leżących pomiędzy, bliskiego sojuszu niemiecko-rosyjskiego, który od czasu rozbiorów Polski był tradycyjną formą relacji tych dwóch państw. Po rozpadzie Związku Sowieckiego Niemcy, akceptujące dotąd protektorat USA i cieszące się darmowym parasolem bezpieczeństwa, ponownie uznały Rosję za kraj sobie przyjazny i stopniowo zaczęły dążyć do wyprowadzenia wojsk USA ze swojego terytorium. Tymczasem Lech Kaczyński, dążył do coraz silniejszej obecności USA na terenie Polski i ogólnie dawnego bloku sowieckiego. Ewentualne przesunięcie amerykańskich sił z Niemiec do Polski, w połączeniu z asertywną polityką największego kraju w Europie Środkowej, byłoby mocno niekorzystne dla Berlina, który systematycznie stara się budować dominującą pozycję w regionie, rozbudowując więzi gospodarcze, inwestując w lokalne elity i kreując politycznych liderów. W tej sytuacji Berlin stawał się też naturalnym partnerem dla Rosji.
Jeśli chodzi o politykę Moskwy, działania Lecha Kaczyńskiego uderzały praktycznie we wszystkie istotne punkty rosyjskiej strategii odbudowy wpływów po rozpadzie ZSRR. Po pierwsze, Rosja – w momencie słabości – zgodziła się warunkowo na wejście krajów środkowoeuropejskich do NATO, ale za cenę braku trwałych instalacji sojuszu oraz nieobecności dużych amerykańskich zgrupowań taktycznych w tej części Europy. Budowa amerykańskiej tarczy antyrakietowej, z jednej strony łamałaby to kuluarowe porozumienie, z drugiej zaś została w rosyjskich kręgach wojskowych uznana za działanie potencjalnie zachwiewające równowagą potencjałów militarnych (atomowych), ustanowioną jeszcze w czasach zimnowojennych. Stąd tak niechętne i agresywne zachowania Moskwy wobec wysiłków rozmieszczenia w naszym kraju instalacji tarczy antyrakietowej, jak groźba wycelowania w Polskę rakiet atomowych oraz rozmieszczenie w obwodzie kaliningradzkim rakiety Iskander. Po drugie, działania Lecha Kaczyńskiego zmierzały do zakwestionowania przyjętej w latach osiemdziesiątych rosyjskiej strategii budowania imperialnych wpływów za pomocą utrzymywania monopolu na dostawy nośników energii. Strategia ta – zwana doktryną Falina (od nazwiska szefa Wydziału Europy Wschodniej KPZR, Pawła Falina) – zastąpiła tzw. doktrynę Breżniewa, której ostatnim aktem był wprowadzany w Polsce przez gen. Jaruzelskiego stan wojenny. Zastosowaniu doktryny Falina w dziedzinie dostaw gazu poświęcony był np. doktorat Władimira Putina. Budowa gazoportu w Świnoujściu, próby uruchomienia rurociągu Sarmacja (Odessa-Brody), czy budowania skoordynowanej regionalnej polityki energetycznej państw Europy Centralnej i Azji Centralnej, uderzały w podstawy rosyjskiego monopolu energetycznego.
Po trzecie wreszcie, polityka Lecha Kaczyńskiego zmierzała do politycznego zintegrowania krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Działania prezydenta nie przyniosły spodziewanych szybkich skutków, bo też tego typu wysiłki rzadko kończą się szybkim powodzeniem, jednak w oczach rosyjskich strategów i elit politycznych ich logika była całkowicie jasna i niebywale szkodliwa dla rosyjskich zamierzeń. Prezydent Kaczyński dążył bowiem do zbudowania trwałej koalicji Polski – jako lidera Europy Środkowej – nie tylko z krajami tzw. nowej Europy, ale również z krajami tzw. BUMAGI, czyli Białorusi, Ukrainy, Mołdawii, Azerbejdżanu, Gruzji i Armenii. Ta strategia zbudowana była na tradycyjnym polskim myśleniu geopolitycznym, którego korzenie sięgają czasów jagiellońskich. Po dojściu do władzy Donalda Tuska te założenia polskiej polityki zagranicznej zostały natychmiast zakwestionowane przez rząd. Minister Radosław Sikorski w swoich publicznych wypowiedziach kilkukrotnie wyśmiewał założenia strategii geopolitycznej Lecha Kaczyńskiego, nazywając ją „prometejską” (choć tak nazywali ją także jej przedwojenni autorzy) i przeciwstawiał jej strategię całkowitego niemal skoncentrowania się na sprawach Unii Europejskiej – wpisania interesu europejskiego w interes polski. Lech Kaczyński wyznawał tu w istocie przeciwną filozofię. Podobnie jak większość silnych krajów UE, uważał, że to interes państwa narodowego – Polski – powinien zostać uznany i uszanowany przez innych graczy i wpisany w interes europejski.
Elity polskie a elity rosyjskie
Niestety dla prezydenta Kaczyńskiego, ta asertywna koncepcja polskiej geopolityki nie była życzliwie przyjmowana przez krajowe elity intelektualne oraz media, a co za tym idzie również nie rozumiał jej ogół obywateli. Perspektywę tę trudno w Polsce propagować, ponieważ opiera się ona na założeniu twardego targowania się o swoje interesy na forach międzynarodowych oraz na uznaniu za konieczny wysiłku budowania silnych struktur realizujących ambitne zamierzenia. Innymi słowy, jest to filozofia oparta na założeniach tradycyjnego realizmu w stosunkach międzynarodowych. Tymczasem jako Polska, nie posiadamy ani utrwalonej narodowej strategii geopolitycznej, ani wykształconych w realistycznym duchu elit politycznych i państwowych.
Z jednej strony jest to problem kulturowo-historyczny. Sprowadza się on w dużej mierze do źródła przyczyn i skutków utraty niepodległości u zarania XIX w. Polacy nie wypracowali swojej doktryny międzynarodowej, tak jak zrobili to np. Rosjanie, Niemcy, Francuzi, czy Szwedzi. Literatura poświęcona definiowaniu pryncypiów polskiej geopolityki w oparciu o paradygmat realistyczny, stworzona na przestrzeni ostatnich pięciu wieków zmieściłaby się na jednej półce. Co więcej, ta literatura jest generalnie dzisiaj raczej trudno dostępna i po prostu nieznana. Nie uczy się w oparciu o nią ani dyplomatów, ani żołnierzy, ani akademików zajmujących się bezpieczeństwem. Innymi słowy, polskie elity zajmujące się sprawami międzynarodowymi w praktyce często nie rozumieją polskich interesów i posługują się schematami i mapami mentalnymi wytworzonymi w oderwaniu od nich. Polską dyplomację i kadrę oficerską, z którą weszliśmy w nowe realia po 1989 r. ukształtowała konsekwentna i przemyślna polityka sowieckiego hegemona. Istniała właściwie nieprzerwana historyczna ciągłość kadrowo-rodzinno-intelektualna między tzw. kujbyszewiakami, których Stalin przygotowywał w latach 40. do roli namiestników podbitej Polski, a elitą oficerów WSI, sztabu generalnego i polskiej dyplomacji. Do połowy lat 60. kadrami i sztabem Ludowego Wojska Polskiego kierowali radzieccy generałowie, którzy przekazali tę władzę gen. Jaruzelskiemu, czyli specjaliście od komunistycznego wychowania wojskowego. Biografia generała pokazuje, że poza nazwiskiem i pochodzeniem klasowym, był to w praktyce po prostu generał rosyjski. Gen. Jaruzelski był przy tym patronem najważniejszych oficerów polskiej armii a nominacje generalskie były z nim konsultowane jeszcze długo po 1989 r.
Elita armii i dyplomacji krajów satelickich kształciła się na moskiewskich uczelniach, ale Rosjanie dbali o to, by wykształcenie strategiczne zawsze pozostawało ich monopolem. Stąd polska generalicja składa się ze specjalistów od taktyki, a polska dyplomacja ze specjalistów od praw człowieka, procesów rozbrojeniowych i akcji humanitarnych. Do tej pory około połowy wysokich rangą dyplomatów jest absolwentami MGIMO – moskiewskiej akademii dyplomatycznej – a duża cześć polskiej generalicji nadal składa się z absolwentów Akademii im. Klimenta Woroszyłowa. Polska po 1989 r. nie zbudowała od podstaw szkół kształcących – suwerennie myślące i uczące się trudnej sztuki definiowania interesów strategicznych – kadry dyplomacji i wojska, lecz po prostu poprzestała na szkołach odziedziczonych po starym systemie, tj. będącym zapleczem MSZ, wydziale Stosunków Międzynarodowych UW, którego patronem był należący do ZSL prof. Józef Kukułka oraz zsowietyzowanej Akademii Obrony Narodowej.
Z kolei opozycyjne kadry dyplomatyczne, wprowadzone do MSZ po 1989 r., nosiły silne znamię poglądów swojego patrona – prof. Bronisława Geremka, człowieka szerokich horyzontów, ale nieuleczalnego frankofila i wieloletniego członka PZPR, ze znaczącym epizodem pracy dla systemu pod koniec lat 60., gdy szefował Instytutowi Kultury Polskiej w Paryżu. W tej sytuacji szefowie polskiej dyplomacji po 1989 r. nawet jeśli pochodzili z obozu prawicowego nie mogli liczyć na komfortową sytuację, w której podlegający im aparat twórczo rozwijał ich myśl. Wręcz odwrotnie, zazwyczaj zajmował się on torpedowaniem ich nazbyt śmiałych idei. Aparat ten był zresztą tradycyjnie źleopłacany, zdemoralizowany i zazwyczaj marzył o możliwości przeniesienia się ze struktur krajowych do jakichś lepiej płatnych ciał międzynarodowych – kiedyś ONZ, później UE.
Trudno zatem dziwić się, że myślenie geopolityczne Lecha Kaczyńskiego napotykało na taki opór. Miało ono bowiem charakter w istocie kontrkulturowy. Polskie elity państwowe oraz intelektualne nie zmieniły z dnia na dzień swojej tożsamości, ani też nie podlegały istotnej wymianie i tak jak niegdyś ich naturalnym kanonem myślenia jest spolegliwości wobec naszych historycznych hegemonów oraz nadmierna czułość na zewnętrzną krytykę. W tej sytuacji polskie społeczeństwo hołdujące raczej sentymentalno- naiwnej wizji polityki międzynarodowej, nie ma okazji nauczyć się bardziej dojrzałego myślenia o interesach zagranicznych swojego kraju i polityce je realizującej. Z tej perspektywy, dość jasno widać, że elity rosyjskie są praktycznie negatywem elit polskich. Należy pamiętać, że w przypadku elit polskich problem zawsze polega na ich ignorancji w sprawach międzynarodowych, natomiast w przypadku elit rosyjskich ich problemem jest kompulsywny imperializm. Narodowa tożsamość Rosji ukształtowała się w ścisłym związku z ideą imperialną, a w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, kraj ten nie przeszedł bolesnego procesu powolnej dekolonizacji.
Rosja swoje kolonie – zwane satelitami – w Europie Centralnej straciła ledwie 20 lat temu. Był to proces gwałtowny, bo wynikający z wewnętrznego kryzysu w samym ZSRR. Utrata kontroli nad tzw. blokiem sowieckim nastąpiła najpierw w wyniku załamania w gospodarce radzieckiej i wymuszonego przejścia na rozliczenia handlowe w tzw. twardych walutach, a następnie w wyniku załamania się politycznej transformacji i będącego jej skutkiem rozpadu ZSRR. Oznacza to, że elity rosyjskie gdy tylko kraj odzyskał sterowność powróciły do tradycyjnego myślenia w kategoriach stref uprzywilejowanych interesów, czyli tzw. bliższej zagranicy. Oznacza to także, że – tak jak w krajach będących koloniami dawnych potęg zachodnioeuropejskich – w Polsce i innych dawnych krajach satelickich pozostała sprzyjająca Rosji cześć lokalnych elit.
W procesie budowy imperium Rosjanie wypracowali przez ostatnie trzy stulecia niebywale zaawansowaną kulturę myślenia strategicznego. Poczynając od rozbiorów Polski, poprzez rywalizację z otomańską Turcją, wojny z Napoleonem, Kongres Wiedeński podbój Kaukazu i Syberii, rosyjskie elity doskonaliły strategie imperialne. Z racji wielkości swojego kraju, horyzont ich myślenia obejmuje całą Eurazję. Rosjanie w ostatnich stu latach toczyli wojny z najsilniejszymi państwami świata – Japonią, Niemcami i USA. Ich myśl wojskowa, obok niemieckiej i amerykańskiej stanowi szczytowy dorobek intelektualny XX w. w tej dziedzinie. Rywalizacja zimnowojenna – obejmująca wszakże cały glob – pozostawiła Rosji olbrzymi aparat analizy i kadr dyplomatycznych. Pozostawiła też rzecz właściwie unikalną w skali świata, gigantyczny aparat służ specjalnych. Należy pamiętać, że państwo bolszewickie powstało w wyniku spisku, stąd myślenie bolszewickie zawsze opierało się na strategiach spiskowych. Co więcej, Rosja bolszewicka oparta była o odziedziczony po swojej carskiej poprzedniczce aparat opresji. To w obrębie tego aparatu – jego wojskowej (GRU) i cywilnej części (KGB) – zachowały się i rozwijały kanony myślenia strategicznego oraz zaawansowane techniki podboju, manipulacji, dezinformacji, czy wreszcie skrytobójczej likwidacji wroga.
Należy również pamiętać, że dzisiejsze elity Rosji to po prostu aparat służb specjalnych, który zrzucił z siebie kontrolę zgniłej i zdemoralizowanej partii komunistycznej. Rosja jest państwem rządzonym przez zawodowych agentów służ specjalnych. Jak wykazali jakiś czas temu O. Kryshtanovska i S. White rosyjskie elity polityczne i finansowe w 70% składają się z dawnych lub obecnych pracowników KGB i GRU. Liczba pracowników FSB od 1999 r. wzrosła od nieco ponad 70 tys. do ponad 350 tys. funkcjonariuszy w 2008 r. Prof. Włodzimierz Marciniak na jednej z konferencji użył takiego oto określenia: „Rosja to grupa przestępcza, która próbuje przekonać świat zewnętrzny, że jest państwem.” Rosyjskiemu establishmentowi, który składa się z agentów, żołnierzy oraz obsługujących ich finansistów, z pewnością nie przyświeca dzisiaj jakakolwiek prometejska idea na podobieństwo komunizmu. Jego najwyższą wartością jest po prostu pieniądz. Zawołanie dzisiejszej elity rosyjskiej mogło by brzmieć „In money we trust”, bowiem jest to nihilistyczna wspólnota połączona wysoką skłonnością do przemocy oraz zamiłowaniem do bogactwa.
Przemoc, dezinformacja, manipulacja
Znakiem firmowym ekipy Władimira Putina jest szczególny rodzaj soft power oparty o stosowanie przemocy. Rosjanie często dobrze rozumiejąc wewnętrzne problemy swojego państwa – jego zacofanie i skorumpowanie – uważają, że skutecznym narzędziem realizacji swoich interesów będzie rozpowszechnienie opinii o ich bezwzględności w stosowaniu przemocy. Tak jak Amerykanom obsesyjnie zależy na utrzymywaniu poczucia atrakcyjności, tak Rosjanom z ich charakterystycznymi dla mentalności sowieckiej kompleksami, rodzącymi poczucie stałego zagrożenia ze strony wrogów otaczających Rosję ze wszystkich stron, zależy na tym, aby się ich bano.
I tak poczynając od upadku Michaiła Chodorkowskiego, którego los stał się czytelnym sygnałem dla reszty postnomenklaturowych oligarchów (często żydowskiego pochodzenia, jak np. Roman Abramowicz, czy Wiktor Wekselberg), aby porzucili ambicje polityczne - władza w Moskwie co jakiś czas wysyła dyscyplinujące sygnały i buduje swój kapitał lęku. Los Zelimchana Jandarbijewa, byłego prezydenta Czeczenii, zamordowanego w katarskiej Dausze przez dwóch agentów FSB był ostrzeżeniem dla innych polityków o separatystycznych ambicjach, aby porzucili nadzieję. Los Anny Politkowskiej, był ostrzeżeniem dla środowisk dziennikarskich, aby nie były nazbyt dociekliwe w śledzeniu interesów finansowych elit. Los płk. Aleksandra Litwinienki – byłego zawodowego porywacza i specjalisty od przesłuchań – ostentacyjnie zabitego wyszukaną trucizną w Londynie, był ostrzeżeniem dla innych zmęczonych swoją trudną pracą lub ogarniętych wyrzutami sumienia agentów, aby skoro już uciekają na Zachód nie informowali wszystkich o kulisach poczynań aktualnych władców Kremla. (Nie jest przypadkiem, że inni podobni uciekinierzy – Suworow, czy Gordijewski – zajmują się pisaniem książek historycznych).
Ciekawe, że większość powyższych spraw prowadził ten sam prokurator, który obecnie zajmuje się prowadzeniem… śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej – Jurij Czajka. Zasłynął on m. in. przypisaniem morderstwa Litwinienki siedzącemu pod granicą mongolską Chodorkowskiemu. W tym kontekście całkowicie zasadnym jest zatem postawienie pytania, czy katastrofa smoleńska również nie wpisuje się w ten ciąg „komunikatów”. Ludzie poważni, rozumiejący rosyjskie metody działania lub po prostu myślący, jak dorośli muszą postawić sobie pytanie: Czy prezydent Kaczyński mógł zginąć, w ramach ostrzeżenia dla wszystkich przywódców krajów postsowieckich, aby nie podejmowali nazbyt ambitnych przedsięwzięć strategicznych, stojących w sprzeczności z rosyjskimi dążeniami imperialnymi? Uderzenie w pasterza, prowadzi wszak do rozpierzchnięcia się stada. W zwichrowanym umyśle polskiego inteligenta pojawi się w tym momencie natychmiastowa lękowa reakcja wyrażona w formie zarzutu, że przecież jest to myślenie spiskowe. Odpowiedź właściwa brzmi następująco: tak, jak najbardziej jest to myślenie spiskowe i jest ono najzupełniej zasadne, ponieważ z jednej strony spiskowo myślą i działają sami Rosjanie85, a z drugiej strony, hipotezy spiskowe z zasady są podstawowym sposobem ochrony własnej wolności. Nie jest wszak przypadkiem typowo republikańska obsesja spiskowa, którą hołubią zarówno lewicowi, jak i prawicowi Amerykanie. Naiwność polegająca na dezawuowaniu hipotez spiskowych, cechująca myślenie współczesnych Europejczyków, świadczy z kolei o ich zdziecinnieniu i zatracie instynktu politycznej wolności.
Problem tak naprawdę leży w zupełnie innym miejscu. My po prostu nie wiemy i najprawdopodobniej nigdy się nie dowiemy, czy był to zamach będący wynikiem spisku, czy po prostu zwykły wypadek, spowodowany ludzkim błędem lub techniczną awarią. Tak, jak do tej pory nie wiemy, co zdarzyło się na Gibraltarze 1943 r. i tak, jak długo oficjalnie nie mieliśmy prawa wiedzieć, co zdarzyło się w Katyniu. Innymi słowy, nawet jeśli katastrofa smoleńska jest zwykłym wypadkiem, Rosjanie zrobili wszystko, by mogła ona ostatecznie wyglądać na zamach – wycięli drzewa, pocięli wrak, nie przekazali nagrań z wieży itp. A zrobili tak, ponieważ jest to zgodne z ich tradycyjną polityką wyciągania dla siebie korzyści z każdej możliwej sytuacji. Cały rozwój wydarzeń, działania Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego i Komitetu Śledczego Prokuratury Generalnej zdają się potwierdzać tezę, że celem rosyjskich władz nie jest bynajmniej zachowanie wiarygodności, ale ponowne potwierdzenie aktualności starej sowieckiej zasady: „Nie muszą nas szanować, wystarczy, żeby się nas bali.”
Obok kapitału strachu, innym tradycyjnym narzędziem działania Rosjan jest dezinformacja. Jak ujął to w jednym z wywiadów prof. Włodzimierz Marciniak: „Widać wyraźnie, że sytuacja jest nowa, a instrukcje stare, o czym świadczy ta ilość dezinformacji ze strony rosyjskiej: te opowieści o czterech podejściach do lądowania, o winie pilota. Przypomnę, że o czterech podejściach do lądowania mówił sam naczelny dowódca wojsk lotniczych.” Rosjanie reagują zazwyczaj według tego samego schematu. „Dezinformować i zaprzeczać. Cokolwiek by się zdarzyło, iść w zaparte i rozsiewać mgłę. Taka jest zasada tego systemu, by – jeśli naprawdę coś się stało – nie dojść winnego. Zresztą winni zawsze są obcy: polscy piloci, czeczeńscy terroryści, Gruzini, wszystko jedno, byle nie my.” Rosyjskie kłamstwa są w tym samym stopniu również narzędziem polityki wewnętrznej – tak było przy katastrofie w Czernobylu, jak i przy niedawnej katastrofie elektrowni wodnej sajańsko-szuszeńskiej, tak samo było sześć lat temu przy Biesłanie i przy tragedii okrętu „Kursk”. Pierwszą reakcją jest zawsze dezinformacja. Dopiero potem ocenia się, jak można to wykorzystać. Ostatecznie pamiętać należy, że Rosjanie do najwyższych poziomów doprowadzili sztukę manipulacji. Po zastopowaniu najpierw armii Tuchaczewskiego u bram Warszawy w 1920 r., a następnie po zdezawuowaniu potęgi pancernej Stalina przez Alberta Wholstettera i jego doktrynę wzajemnie gwarantowanego zniszczenia atomowego, Rosjanie wiedzieli, że podbój świata nie może się udać wyłącznie za pomocą siły. Dlatego komunizm wzniósł się na wyżyny sztuki manipulacji, rozwijając laboratoria broni psychotronicznej, eksperymentując z hipnozą, rozwijając techniki manipulacji oparte o psychologię poznawczą oraz psychologię społeczną. Komunistyczne służby specjalne animowały, rozsiewające moralną zgniliznę i ideologię, postępowe grupy literackie czy filozoficzne oraz utrzymywały całe siatki agentury wpływu, które stosowały zaawansowane techniki manipulacji informacją barwnie opisane w słynnej powieści Wladimira Volkoffa „Montaż”.
Jedna z najciekawszych technik manipulacji, opisanych w powieści Volkoffa, nosi nazwę „trójkąt” i polega na doprowadzeniu do sytuacji, w której rząd danego kraju zostaje opuszczony przez społeczne elity, poprzez wzbudzenie w owych elitach poczucia winy. Warunkiem powodzenia tej techniki jest zrozumienie danej społeczności lepiej, niż rozumie ona siebie samą. Trudno uniknąć skojarzeń z polską sytuacją, gdzie od czasów powojennych elity zmagają się z syndromem historycznego poczucia winy (np. winy za powstanie warszawskie) a jednocześnie kompulsywnie zwalczają narodowy kompleks ofiary (np. ofiary zbrodni katyńskiej). Również za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego i tuż po jego śmierci ukazywały się w prasie krajowej i zagranicznej pisane przez wpływowych pisarzy i publicystów niezliczone artykuły o narodowej megalomanii, jałowym machaniu szabelką, czy odgrzewaniu mesjanistycznych mitów ofiary.
W tej perspektywie problemem polityki Lecha Kaczyńskiego wobec Rosji była właśnie podatność na uruchomienie syndromu ofiary, co Rosjanie skutecznie wykorzystywali odmawiając uznania zasadności zaskarżania umorzenia śledztwa katyńskiego przez polskich obywateli. Wówczas jednak okazało się, że najskuteczniejszym narzędziem walki z taką manipulacją, jest po prostu wejście na drogę sporu prawnego i wygranie sprawy w Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. Jednak problem pojawiał się również na bardziej generalnym poziomie, mianowicie w dążeniu do zbudowania relacji z Rosją na prawdzie, a w szczególności na prawdzie o zbrodni katyńskiej. Problem nie tyle leżał w słuszności tego rodzaju dążeń, bo jest ona z naszej perspektywy oczywista, co raczej w niemożności przekonania do tego Rosjan. Istnieje bowiem poważne przypuszczenie, że Rosjanie tak pojętej prawdy po prostu nie rozumieją.
Polska prawda a rosyjski relatywizm
Polski sposób myślenia – którego przedstawicielem był także Lech Kaczyński – jest silnie zakorzeniony w filozofii tomistycznej. Jego fundamentem jest przekonanie, że rzeczywistość może być co prawda widziana z różnych perspektyw, ale zawsze jest to ta sama rzeczywistość. Innymi słowy, odsłonięcie, opisanie istotnych faktów historycznych jest warunkiem zbudowania płaszczyzny prawdy historycznej, na której powinny zostać oparte możliwie partnerskie relacje sąsiedzkie. Również wywiedzione z prawa naturalnego zasady sprawiedliwości są takie same dla wszystkich – małych i dużych, słabych i silnych.
Tymczasem w mentalności sowieckiej głęboko zakorzeniony jest relatywizm norm i zasad, które gdzie indziej noszą uniwersalny charakter. Pozwala to Rosjanom wprowadzać w relacje z innymi stałe poczucie niepewności. Lew Gudkow – badacz kolejnych pokoleń ludzi sowieckich – pisze, że w warunkach chronicznej samowoli przełożonych człowiek nigdy nie może polegać na prawidłowym działaniu instytucji formalnych, a to z kolei powoduje zaniżoną samoocenę i brak ufności we własne siły. Chroniczne kompleksy świadomości hierarchicznej kompensowane są przez uczucie przynależności każdej jednostki do czegoś ponadindywidualnego, wielkiego i wyjątkowego – narodu, „dzierżawy” lub imperium. W tym sensie w Rosji społeczeństwo istnieje dla budowy potęgi państwa, a sam Rosjanin niejako stwarzany jest w swojej godności przez bycie elementem potęgi państwowej. Rosjanin wyjęty ze swego państwa zazwyczaj z czasem zatraca swoją tożsamość (np. przywódczyni ukraińskiej opozycji, Julia Tymoszenko, jest Rosjanką).
Pułkownik Edmund Klich zapamiętał zdanie przewodniczącej MAK generał Tatiany Anodiny: „Rosja jest wielka, a Polska to mały kraj”, wypowiedziane w kontekście badania przyczyn katastrofy smoleńskiej. „Dziwiłem się – mówił pułkownik Klich – bo w tej sprawie powinna być równowaga, a nie rozważanie „po wielkości””. Zdziwienie pułkownika nie było uzasadnione, albowiem dochodzenie do prawdy „po wielkości” to właśnie cecha charakterystyczna mentalności sowieckiej, która wcale nie zniknęła wraz z rozpadem Związku Sowieckiego. Kolejne konferencje MAK tylko potwierdzają jej niezwykłą żywotność.
Wiceprzewodniczący MAK, Aleksiej Morozow stwierdził na konferencji po ogłoszeniu raportu Millera, że już sama obecność generała Andrzeja Błasika w kabinie pilotów była formą nacisku, niezależnie od jego zachowania i wypowiadanych słów. Natomiast obecność pułkownika Nikołaja Krasnokutskiego na stanowisku kontroli lotów „była obowiązkowa”, niezależnie od tego, że nie miał ona prawa tam być i że wielokrotnie ingerował on w proces podejmowania decyzji przez kierownika lotów podpułkownika Pawła Plusnina, sprowadzając zagrożenie na lądujące w Smoleńsku samoloty – najpierw Ił-76, a potem Tu-154. Aleksiej Morozow kilka razy powtórzył również opinię, że zgodnie ze statusem „nieregularnego lotu międzynarodowego” kontrolerzy nie mieli obowiązku podawania precyzyjnych danych. Postępowanie kontrolerów było pochodną statusu lotu. „Sam podjął decyzję – powiedział feralnego ranka 10 kwietnia pułkownik Krasnokutski – niech sam dalej…”. Wywody Morozowa odsyłają nas do rzeczywistości, w której nie istnieją uniwersalne kryteria oceny ludzkiego postępowania. Noszą one bowiem cechy sytuacyjne i hierarchiczne. Przyznanie komuś racji, pozytywna ocena jego działania, nie zależą od obiektywnych kryteriów, a od miejsca, jakie dana osoba zajmuje w hierarchii społecznej. Dobra materialne, prestiż, godność, normy etyczne, zdolności, aspiracje, potrzeby, wsparcie i pomoc rozdzielane są w społeczeństwie zgodnie z pozycją zajmowaną w strukturach władzy. Postępowanie pułkownika Krasnokutskiego uznane zostało za prawidłowe, a nawet obowiązkowe, ponieważ wynika to z jego miejsca w hierarchii wojskowej, a nie z obiektywnej analizy sytuacji. Opisywaną w tym miejscu rzeczywistość mentalną potwierdza późniejszy względem katastrofy awans tego pułkownika na wyższe stanowisko służbowe.
Partnerstwo czy sparingpartnerstwo?
Dotychczasowe relacje z Rosją po 1989 r. konsekwentnie budowane były w oparciu o realistyczną doktrynę, której zręby stworzyli autorzy paryskiej „Kultury”, a która swoimi korzeniami sięga jeszcze XVI w. Koncepcja ta, zakładająca, że w polskim interesie leży istnienie między Polską i Rosją pasa niezależnych i przyjaznych nam państw, okazała się jednak w 2007 r. fałszywa. Przynajmniej w ocenie nowego polskiego rządu i większości medialnych komentatorów. W konsekwencji zarówno prezydent Kwaśniewski na kijowskim Majdanie, jak i prezydent Kaczyński na placu w Tbilisii okazali się być rusofobicznymi awanturnikami, owładniętymi prometeistycznym szałem. Natomiast prezydent Komorowski po katastrofie smoleńskiej obdarowujący orderami Rosjan i ich polskich „przyjaciół” okazać się musiał mądrym realistą.
Prezydent Komorowski wpisał się w liczne wówczas głosy, mówiące o głębokiej potrzebie zmiany w relacjach pomiędzy Polską a Rosją. Trudno jednak pozbyć się wrażenia, że te przymilne gesty przyjaźni miały mocno służalczy charakter. Od kilku bowiem dobrych lat, polski rząd kierowany przez Donalda Tuska usilnie lecz bezskutecznie stara się dowieść kwadratury koła, tzn. zabiegał o zbudowanie partnerskich relacji na rosyjskich warunkach. Tymczasem takie partnerstwo w stosunkach polsko-rosyjskich polega na tym, że to strona rosyjska wciąga nas w niekończące się spory, w toku których musimy udowadniać swoje racje, prosić o poświadczenie prawdy, domagać się ujawnienia lub przekazania dokumentów, jednym słowem stawiać się w roli petenta. Rosja natomiast rezerwuje dla siebie rolę suwerena, który albo nasze oczekiwania uwzględni, albo je odrzuci.
Jak mówi prof. Włodziemierz Marciniak, tak uprawiane partnerstwo stanowi w istocie sparing i dlatego lepiej będzie mówić o sparingpartnerstwie. Zasadnicza użyteczność sparingu dla Rosji polega na tym, że obniża on status Polski poniżej naszych osiągnięć, możliwości i ambicji, podwyższając zarazem status słabego rosyjskiego państwa postkomunistycznego do rangi państwa silniejszego, które dzięki budowanemu w partnerstwie z Polską wizerunkowi mocarstwa może poszukiwać na arenie międzynarodowej silniejszego od siebie sojusznika. Problem polega również na tym, że wielu polskich polityków lubi sparing. Widocznie pozycja podporządkowana mentalnie im odpowiada. Sparing ma bowiem tę zaletę, że oprócz boksowania zakłada także dopuszczanie bliżej, zapraszanie do wspólnego świętowania, czułe objęcia i wzajemne ocieplanie wizerunku, co zawsze można przedstawiać jako sukces.
Sukcesy rzekomo wolnej od historycznych kompleksów Polski na drodze do partnerstwa z Rosją są jednak trudno dostrzegalne. Dużo łatwiej można pokazać rosyjskie sukcesy w egzekwowaniu od rządu Donalda Tuska oczekiwanej spolegliwości. Są to m. in.: wycofanie sporu o mięso produkowane w Polsce ze szczebla unijnego na poziom bilateralny i uwarunkowanie jego wwozu do Rosji absurdalną biurokracją, pozostawienie samotnej Litwy w jej próbach warunkowego zatrzymania negocjacji umowy partnerskiej UE-Rosja, rezygnacja z przekopania Mierzei Wiślanej w zamian za ponowne otwarcie cieśniny pilawskiej przez Rosję, ale za każdorazową jej zgodą, bezprawne odcięcie od informacji kancelarii prezydenta Kaczyńskiego przez MSZ i jednostronne uzgadnianie wspólnych obchodów katyńskich z Rosjanami, oddanie Gazpromowi faktycznej kontroli nad gazociągiem Jamał i rezygnacja z zaległych opłat przesyłowych, brak reakcji na sprzedaż Rosji przez Francję wielozadaniowych okrętów desantowych typu Mistral, czy wreszcie faktyczne przyjęcie polityki historycznej Putina (milczenie ws. zbrodni na Polakach w latach 30., faktyczne uznanie Katynia za część wielkiej czystki, uznana przez min. Sikorskiego symetria między Katyniem, a śmiercią rosyjskich jeńców w 1920 r., absurdalny pomnik ku czci czerwonoarmistów w Ossowie). Jest to tylko część z długiej listy faktycznych szkód wyrządzonych przez ekipę Tuska, która niemal całą polską politykę zewnętrzną podporządkowała wewnętrznym rozgrywkom i własnej popularności. Świadomie nie wymieniam wydarzeń dwuznacznych takich, jak wizyta premiera Putina na Westerplatte, czy bezprecedensowe zaproszenie ministra Ławrowa na naradę polskich ambasadorów. Nie mówię też o oczywistych zaniechaniach, które można by dziś – w czasach „znakomitej atmosfery” – nadrobić. Wszak w Rosyjskim Państwowym Archiwum Wojskowym w Moskwie wciąż spoczywa archiwum Legionów Polskich, całe niemal archiwum wywiadu II RP, archiwum rządu, Sejmu czy nawet Kancelarii Prymasów Polski. Ale za kompulsywnym parciem do poprawy relacji polsko-rosyjskich kryją się jeszcze dwa inne powody. Po pierwsze, zmiana ta wychodziła też naprzeciw cichemu oczekiwaniu państw zachodnich, dążących do gospodarczego zbliżenia z Rosją. Swoisty „przymus przyjaźni” jest zatem także wynikiem lokajskiej relacji Tuska w stosunku do Angeli Merkel. Podobnie też zainicjowane przez Davida Camerona partnerstwo Wielkiej Brytanii oraz państw skandynawskich i bałtyckich zawiązało się bez udziału Polski. Jednym z motywów powstania tego sojuszu był niepokój wywołany planowanymi zbrojeniami w Rosji ($800 mld). Tymczasem rząd polski, ustami goszczącego we Francji prezydenta Komorowskiego, sprzedaż francuskiej (ale także niemieckiej i włoskiej) broni do Rosji pochwala i niczym się nie niepokoi.
Relacje handlowe między Polską a Rosją mają nie większą rangę, niż nasze relacje handlowe z Czechami. A gdyby jeszcze odjąć z wyraźnie ujemnego dla nas bilansu ropę i gaz, rynek rosyjski mógłby dla nas praktycznie nie istnieć. W sensie gospodarczym wojna o warty bodaj 30 mln dolarów rynek mięsa nie miała sensu. Ale przecież nie o handel w niej chodziło, a o zmuszenie państw starej Unii do objęcia ochroną interesów nowych państw członkowskich. Administracja premiera Kaczyńskiego uporem i konsekwencją doprowadziła do sytuacji, w której po szczycie Merkel-Putin w Samarze to Rosja zaczęła być traktowana jako kraj eurofobiczny, choć cena jaką trzeba było za to zapłacić było ugruntowanie opinii kraju rusofobicznego. Obecnie zaś pod oświeconym kierownictwem ministra Sikorskiego Polska zyskuje na popularności, bo nie robi kłopotów, tylko skwapliwie – jak to swego czasu ujął prezydent Chirac – „korzysta z okazji by siedzieć cicho”. Ale mimo to upokorzenia bynajmniej się skończyły. Wręcz przeciwnie. Trzy lata temu Rosjanie wprowadzili wizy tranzytowe dla Polaków, przyjaznemu rządowi grozili wycelowaniem w Warszawę głowic balistycznych, rozmieścili w obwodzie Kaliningradzkim rakiety Iskander, mimo, że USA z projektu stacjonarnej tarczy antyrakietowej się wycofały. W ostatnich miesiącach problemy analogiczne do mięsnych, dotknęły polskich eksporterów owoców a także firmy transportowe, po tym jak Rosja zmniejszyła limit pozwoleń przewozowych. Wszystko to jednak niknie w obliczu tego gigantycznego upokorzenia, jakim jest sprawa katastrofy smoleńskiej i dotyczącego niej śledztwa. W kluczowym momencie tuż po katastrofie, gdy Donald Tusk opracowywał strategię wizerunkową, premier Putin opracowywał strategie prawne. Stąd nie jest dziś zaskoczeniem, że to Rosjanie ustalili i narzucili nam reguły prowadzenia dochodzenia. Lot wojskowy w oparciu o konwencję międzynarodową dotyczącą lotów cywilnych badała działająca w konflikcie interesów organizacja powołana przez Wspólnotę Niepodległych Państw (tj. MAK). Jako że nie jest ona podmiotem prawa międzynarodowego przedstawiła ona swoje ustalenia rządowej komisji rosyjskiej, która się z nimi zapoznała, ale oficjalnie ich nie przyjęła. Nie można zatem w tej sprawie nikogo pozwać. Przy okazji również tradycyjnie już okazało się, że Rosjanie zniszczyli ważne dowody (wycięli drzewa, pocięli wrak) a pozostałe kontrolują (czarne skrzynki, czy 5000 elementów z miejsca katastrofy zebranych rękami polskich archeologów) i jakoś nie spieszą się z ich oddaniem.
Irytujące oczekiwanie na przyjazne gesty ze strony Moskwy skończyło się tradycyjnym rosyjskim gestem „nierównej przyjaźni” – upokarzającym siarczystym policzkiem.
Rząd najpierw chował przed Polakami niekorzystne dla Rosjan informacje, potem oburzał się na nierzetelność rosyjskiego raportu, nad przygotowaniem którego nie miał żadnej kontroli, by wreszcie uznać, że wersja, w której winny katastrofie jest pijany polski generał, nie jest aż taka bardzo zła. Okazało się, że rząd Tuska – na krajowym podwórku niezrównany mistrz piaru i gierek mediami – ma tym razem przed sobą nie byle kogo, bo prawdziwego maga manipulacji percepcją. Rosją rządzi i samodzierży wszak ekipa wywodząca się z KGB – służb specjalnych, które tworzenie złudzeń doskonalą od dziesiątek lat. Rosyjski PR ma przy tym swój specyficzny trumienny styl.
Niezależnie zatem od tego, co wydarzyło się 10. IV 2010 w Smoleńsku, skutki tej katastrofy są niebywale korzystne dla Rosji. Po pierwsze, to Rosjanie ustalają warunki prawdziwości raportu z katastrofy i to oni puścili w świat pierwszą, kluczową interpretację tego wydarzenia. Po drugie, to Rosjanie trzymają dziś w ręku przełącznik do temperatury politycznej w Polsce. Udało im się doprowadzić do tego, do czego dążą w Polsce od 300 lat, tj. do podzielenia sceny politycznej i rozniecenia wojny wewnętrznej. Po trzecie, udało im się poniżyć Polskę zarówno w oczach krajów Zachodu, jak i krajów BUMAGI (Białoruś, Ukraina, Mołdawia, Armenia, Gruzja, Azerbejdżan), których politycznym patronem starał się być prezydent Kaczyński. Po czwarte wreszcie, Rosjanom udało się te kraje zastraszyć – wszyscy rozsądni ludzie będą wszak zadawać sobie pytanie, czy był to zamach, czy jednak nie. I nawet jeśli była to zwykła awaria, to niszczenie dowodów przez Rosjan właśnie pozostawieniu takiej niejasności miało służyć. Zza chmury pompatycznej retoryki „równorzędnego partnerstwa” wyłania się zatem obraz upokorzonej Polski stojącej sam na sam wobec Rosji. Łasząc się do Rosji i Niemiec zraziliśmy lub rozczarowaliśmy do siebie większość państw naszego regionu. A przecież nasi regionalni sąsiedzi są naszymi najlepszymi sojusznikami, ponieważ sojusze z nimi nigdy nie będą dla nas egzotycznymi, przetrwanie jednego, zależne jest od przetrwania drugiego. Każde realne ustępstwo z polskiej strony, spotyka się co najwyżej z symbolicznym gestem strony rosyjskiej, bez podjęcia żadnych kroków wiążących ją prawnie. Zwrot w relacjach z Rosją przyniósł nam aplauz niekompetentnych publicystów i pochwały zachodnich dyplomatów, przestępujących z nogi na nogę, w kolejce do rosyjskiego kufra z pieniędzmi. Wszak Europa potrzebuje rynków zbytu, bo jej udział w handlu międzynarodowym systematycznie spada, a konkurencyjność maleje. Jednak konsekwencją tego zwrotu jest powolna utrata szacunku ze strony Amerykanów, niska widoczność polskiego interesu w Europie i brak jakichkolwiek realnych korzyści w relacjach z Moskwą. Chyba, że mówimy o sukcesach, które zdefiniowali i przedstawili nam do akceptacji sami Rosjanie. Wówczas wszystko staje się sukcesem .Jan Filip Staniłko, Instytut Sobieskiego
Publikacja pochodzi z książki „Katastrofa: bilans dwóch lat”, wydanej przez Instytut Sobieskiego w ramach obchodów 2. rocznicy katastrofy smoleńskiej.. „...(więcej )
 
Korwin Mikke„ Ponad 97% Polaków nie płaciło by składek do ZUS, gdyby ubezpieczenie w ZUS było dobrowolne. Wyniki sondy pokazują całkowity brak zaufania do tej instytucji „...”Jedynie 1,6% respondentów powierzyłoby swoje pieniądze ZUS-owi, jeśli składka byłaby dobrowolna. Aż 97% biorących udział w sondażu deklaruje, że nie powierzyłoby swoich pieniędzy państwowemu ubezpieczycielowi, gdyby opłacanie składek było dobrowolne. Oznacza to, że 97% Polaków płaci składki ZUS tylko dlatego, że są do tego zmuszani przez aparat państwa.
87% ankietowanych zadeklarowało, iż pieniądze które zaoszczędziliby na ZUS-ie, zainwestowaliby w inny sposób w celu zapewnienia sobie godnej emerytury w przyszłości. Wyniki pokazują więc, że całkowicie nieuzasadnione są twierdzenia socjalistów, którzy straszą, że "gdyby nie ZUS i przymus ubezpieczeń, większość ludzi skończyłaby na starość pod mostem i umarłaby z głodu"....(źródło )
 
 
Paweł Chojecki „ Pytanie o przyszłość Ruchu Narodowego zależy w mojej ocenie od roli, jaka ostatecznie odegra w nim Marian Kowalski (który na przekór większości ideologów narodowców deklaruje się jako piłsudczyk). Jak narazie tylko ten polityk "czuje ulicę", umie porwać za sobą młodzież, rzeczowo rozmawia z przedstawicielami innych opcji i, co najważniejsze, patrzy w przyszłość nie zatruwając debaty bezpłodnymi dzisiaj sporami lat dwudziestych ubiegłego wieku „...”Najbliższa przyszłość pokaże, czy będziemy mieć do czynienia z kolejną odsłoną LPR lub NE, czy też z ruchem oddolnym zasilającym obóz patriotyczny zagubioną dotychczas młodzieżą. „...”Wczoraj  na KUL-u odbyła się debata na temat Ruchu Narodowego. Choć oficjalny jej temat brzmiał: „WSPÓŁCZESNE WYZWANIA RUCHU NARODOWEGO”, to z racji zaproszonych gości z GP jej myślą przewodnią był sens istnienia nowego bytu patriotycznego wobec prawicy parlamentarnej. Niespodziewanie debatę uświetnił kandydat PiS-u na premiera prof. Piotr Gliński…...(źródło)
 
video profesor Nowak „ Moskwa i Litwa : Początek geopolitycznego konfliktu „ ( XIV – XVI wiek )
Marek Mojsiewicz
Osoby podzielające moje poglądy , lub po prostu chcące otrzymywać informację o nowych tekstach proszę o kliknięcie „lubię to „ na mojej stronie facebooka Marek Mojsiewicz
Twitter

KOMENTARZE

  • małpowanie Piłsudskiego mialo dla Rosji i Niemiec jeszcze ,mniejsze znaczenie niż fererlizm Piłsudskiego
    z sowiecką Bialorusią i Ukrainą a tym bardziej antypolsko zdepolonizowaną Litwą. Nowohebrajski izrael odplacił Lechowi Kaczyńskiemu żądaniem usuniecia ze sceny politycznej Giertycha Lepera i Rydzyka
    http://telewidz.nowyekran.pl/post/80973,rocznica-objawienia-na-adl-org-katastrofalnej-lini-politycznej-blizniakow-kaczynskich
    chociaż wstrzymanie ekshumacji w Jedwabnem, front jedności narodowej we wsparciu naszości wojny z Irakiem popisowo gebelsowskimi kręgami podejrzeń i gruntowym Mariusza Kamińskiego na koalicjantów ziobrohakiem a także lizbońskie wspołojcowstwo i warszawskie nie a nawet ratyfikacje traktatu UE i przedkatastrofalne przyznanie polskigo obywatelstwa palestyńskiim dezerterom od Andersa nagrodzone zowstalo kryptą wawelską tak jak w wypadku Pilsudskiego
  • Oszuści i kłamcy,,,
    którzy budują kult WODZA na przykładzie Piłsudzkiego, obaj siebie warci. Demagogia i oszustwa wypisuje ten człowiek a podpiera się Instytutem Sobieskiego - instytutem liberałów i chosztaplerów, którzy działają w gospodarce na wywrę, dla nic taki Kaczyński to dobry, poniewaz nie znał się na ekonomi i gospodarce to można każdy kit mu sprzedać.
    Kaczyńskiego polityka to było służenie osi Waszyngton - Tel Aviv -Warszawa a budowanie osi z krajów EW to nic innego jak na życzenie kgb - żydowskiego planu ,,osaczania Rosji", którego celem było obalenie Putina, który rozgonił żydowskich złodziei.
    Co za haniebne kłamstwa w rodzaju, że LK był wrogiem Niemiec i Rosji, a TL to komu służy Polsce czy Niemcom??? A budowa europejskiej armii to kogo miała bronić???? A witanie tu nad Wisłą lóż masońskich to czemu ma służyć!!!
    To był taki sam rezydent Polski jak jego poprzednicy, niczym się różnił od Kwaśniewskiego to sama gmina i ta sama służba tym samym.
    Proszę przestać pisać kompletnych bzdur, z zdrajcy i zakompleksionego rezydenta chcecie zrobić sztuczną postać.
  • autor
    Ziomecka pisze komu służył rezydent Kaczyński
    Rzeczpospolita z 9.04.11 zamieszcza wspomnienie p. Ewy Junczyk-Ziomeckiej, byłej sekretarz stanu w kancelarii Lecha Kaczyńskiego, a obecnie konsul w Nowym Jorku, o zmarłym Prezydencie RP.



    Link - http://www.rp.pl/artykul/639864.html

    Fragmenty:

    "Lech Kaczyński przywiązywał ogromną wagę do poprawy stosunków polsko-żydowskich i rozwoju polsko-izraelskich. Podchodził do tego z wielką starannością i empatią. Wychował się w domu, do którego przychodzili zaprzyjaźnieni z rodzicami uratowani z Zagłady i ci, którzy ich ratowali. To były przybrane ciocie, a jedna z nich, asymilowana Żydówka polska, była jego matką chrzestną. W młodości był przekonany, że Żydzi to Polacy, tylko trochę inni.

    Z antysemityzmem zetknął się osobiście po raz pierwszy na studiach na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego podczas wydarzeń marcowych. Uważał je za haniebne i odkąd Fundacja Shalom ufundowała tablicę pamiątkową na Dworcu Gdańskim w Warszawie, przyjeżdżał tam z kwiatami 8 marca jako prezydent Warszawy. Stamtąd na emigrację wyjechali m.in. Lońka Fogelman i Krysia Kacperska, z którymi uczyliśmy się w jednej grupie na wydziale prawa, i nasza profesor socjologii Maria Hirszowicz. Powtarzał, że zmuszenie ich do emigracji i pozbawienie obywatelstwa polskiego było bezprawne. Dlatego starał się po latach, aby procedury potwierdzania obywatelstwa przez wojewodów były proste i szybkie.

    Nie miał i nie szukał usprawiedliwienia dla antysemityzmu, zarówno tego z przeszłości, jak i współczesnego. Jego niechęć do endecji, jak mówił, brała się między innymi z tego, że endecja w II RP postawiła na antysemityzm jako element konsolidacji narodowej. Powtarzał, że "antysemityzm, który zatruł umysły niemałej części ludzi, to nieszczęście dla Polski". Myślał podobnie jak Czesław Miłosz, który pytany przez Adama Michnika, skąd się bierze antysemityzm, stwierdził, że "każda odpowiedź na to pytanie byłaby usprawiedliwieniem".

    W dniu, kiedy wygrał wybory prezydenckie, pierwszego zagranicznego wywiadu udzielił dziennikarzowi izraelskiemu, Sewerowi Plockerowi. Na pytanie, jaką politykę będzie prowadził wobec Izraela, odpowiedział, że inną niż wobec pozostałych partnerów zagranicznych. Gdy zobaczył zaskoczoną minę Plockera, szybko wyjaśnił: stosunki z Izraelczykami powinny być jak z kuzynami.

    To był pierwszy przypadek w historii, gdy prezydent RP brał udział w żydowskim święcie w synagodze. Zapalał tam świece chanukowe.

    Bo to Lech Kaczyński zainicjował budowę Muzeum Historii Żydów Polskich i jako pierwszy prezydent RP uczestniczył w modlitwie w synagodze podczas święta Chanuki. Miało to miejsce w 2008 roku. Od tej pory zawsze zapalał też świeczki w oknach Pałacu w dniu Chanuki.

    A podczas swojej wizyty w Izraelu do małżonki, Marii Kaczyńskiej powiedział tak: "Marylko, czy wyobrażałaś sobie, że to państwo powstanie i przetrwa, a my będziemy się tutaj czuli jak w domu?" - wspomina Lecha Kaczyńskiego, Ewa Junczyk-Ziomecka."

    Bardzo ciekawe, bardzo ciekawe... I co na sekta pisuarowska
  • Pan Wrzodak --DZIĘKUJĘ
    - Musi Pan pisać PRAWDĘ -był Pan najbliżej !! prowincjonalna Polska -Kaczyńskiego postrzega jest TAK !! jak BOLKA w 1981r.
  • @ninanonimowa 20:00:09
    Dokładnie tak, 10 mln uczciwych Polaków w 80 roku zafascynowało się Bolkiem z nie wiedzy.
    teraz na króla, męczennika gloryfikują zdrajcę Polski i Polaków L.K, który podpisał akt niewoli i rozbiorów Polski Traktat L.
  • autor
    DLACZEGO NIE MOŻNA PODPISAĆ TRAKTATU
    LIZBOŃSKIEGO
    List otwarty do Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego
    Sprzeciw przeciwko demontażowi Państwa Polskiego


    WSTĘP
    Trudna sytuacja, w której znalazła się nasza Ojczyzna na początku nowego stulecia, zmusza nas do refleksji i podjęcia zdecydowanego postępowania. Musimy zastanowić się nad naszym wpływem na działania godzące w dobro naszego Narodu i suwerenność Polski.
    Zagraża jej dalsza, bezwzględna wyprzedaż za bezcen (rozkradanie) majątku narodowego, zbudowanego wysiłkiem wielu pokoleń, w którego obronie miliony Polaków poniosło wiele ofiar, z utratą życia włącznie.
    Odbywa się to przy absolutnej bierności wszystkich, działających na polskiej scenie partii politycznych, co zdumiewa mniej wyrobionych politycznie, szokuje i budzi uzasadnione przerażenie wśród tych, dla których dobro wspólne i pozycja naszej Ojczyzny (wśród innych państw), wpisana jest w niezmienny - zakodowany system wartości, mający swoje źródło
    w Ewangelii Jezusa Chrystusa i wartościach, na których jest zbudowany porządek cywilizacji łacińskie.
    Uproszczony obraz polskiej rzeczywistości w 70 rocznicę wybuchu II wojny światowej, trafnie ujął czytelnik Naszego Dziennika Wojciech Borkowski :
    Przez 44 lata PRL Polacy pracowali za niewolnicze wynagrodzenie, budując podstawy wielkiego przemysłu
    i odbudowując wojenne zniszczenia. Po ,,solidarnościowej transformacji ustrojowej" kolejne ekipy ,,przebierańców" komunistycznych sprywatyzowały ten dorobek dla własnych elit i dla obcych korporacji, które kupiły go za bezcen. Polska marząca o suwerenności przeszła
    w sposób pozornie bezbolesny w stan ubezwłasnowolnienia i nadzoru unijnego. Teraz za Polaków wypowiadają się media będące własnością zagranicznych korporacji, pożyczki udzielają nam obce banki kontrolujące kapitał w 85 procentach. Armia polska, która przeszła na zawodowstwo, ograniczyła swój stan osobowy do 30 proc. tego, jak wyglądała przed 20 laty. Te karygodne decyzje podejmowane są przez tzw. elity polityczne bez konsultacji
    z Narodem. Kolejne decyzje ,,prywatyzacyjne" są zupełnie niezrozumiałe dla milionów Polaków. W czasach kryzysu finansowego sprzedaje się pozostałości po polskim majątku narodowym. Kto to kupuje, jeżeli polityczni partnerzy Polski sami mają poważne problemy finansowe? Dwie stocznie rząd premiera Tuska sprzedaje za 350 mln złotych a na cele wojny w Afganistanie zamierza wydać 1 miliard 200 milionów złotych.

    Czyli polski rząd, lekką ręką, tylko w jednym roku, potrafi wydać na prowadzenie wojny
    w interesie obcych, cztery razy więcej pieniędzy niż spodziewa się otrzymać za dwa potężne przedsiębiorstwa, jakimi są stocznie. Abstrahując już od politycznych i gospodarczych racji w tym zakresie, i nie wnikając w moralny aspekt, który niosą ze sobą wojny w Iraku
    i Afganistanie, mamy odpowiedź jak wysoko ,,nasi" włodarze cenią sobie życiodajną Polską Gospodarkę Narodowa.
    Te przedstawione tutaj, jakże odległe od siebie zagadnienia - sprzedaż stoczni
    i finansowanie obcych naszym interesom wojen, odkrywają prawdziwy, złowrogi parytet, któremu podporządkowują los Rzeczpospolitej i Polskiego Narodu, kolejne grupy sprawujące władzę w Polsce po 1989r. Nie jest w tym odosobniona także ekipa premiera Tuska. Faktycznie, w tym stwierdzeniu, nie ma nic dziwnego ani szczególnego. Ten obecny rządowy garnitur, to ideologiczni spadkobiercy i kontynuatorzy tych, którzy rozpoczęli demontaż Państwa Polskiego od niszczenia Polskiej Gospodarki Narodowej w 1989r. Obecni włodarze, maja sfinalizować dzieło, oczywiście zgodnie z oszukańczym prawem, rozpoczęte dwadzieścia lat temu przez Mazowieckiego, Geremka, Balcerowicza, Lewandowskiego, Kuronia, Michnika i pozostałych z innych partii rządzących.
    Obowiązkiem każdego prawdziwego Polaka jest obrona dóbr narodowych i suwerennej państwowości polskiej. Było to oczywiste dla szlachetnych Polaków (znanych i nieznanych), którzy broniąc granic kraju przed obcą agresją, na zawsze wpisali się do historii naszej Ojczyzny. Niech będą oni przykładem dla przyszłych i obecnych pokoleń, tak znieczulonych na wspólne dobro.
    Tylko obrona wspólnego dobra jakim jest Ojczyzna, może przynieść dobro każdemu Polakowi. Rozumieli to zjednoczeni w imię wspólnego dobra Polacy walczący o wolność Ojczyzny w okresie rozbiorów czy okupacji, kierując się patriotyzmem i obowiązkiem wobec Polski. Wymagała tego mentalność narodowa Polaka, człowieka uczciwego i honorowego, kierującego się w życiu zasadami etyki chrześcijańskiej.
    Zadajmy sobie pytania: Jaka jest dziś ,,mentalność Polaka”? Jaką etyką się kierujemy? Może ktoś narzuca nam inną ,,mentalność”, egoistyczną, wyzutą z ludzkich uczuć i poczucia dobra wspólnego? (prof.Joanna Śledziewska)
    Konieczna jest więc zmiana obecnej ,,mentalności” i powrót do naszej mentalności narodowej. Tylko wtedy możliwa będzie ,,naprawa Rzeczypospolitej”, a propozycje konkretnych rozwiązań zmierzających do uzdrowienia życia społecznego, gospodarczego i politycznego, są zawarte w ,,Programie Społeczno-Gospodarczym Przymierza Narodu Polskiego".
    Podstawą tej naprawy jest utrzymanie suwerenności Polski.
    Odnosi się wrażenie, że zarówno Pan prezydent jak i premier RP, a także
    i parlamentarzyści głosujący za przyjęciem traktatu lizbońskiego, nie wiedzą co oznacza pojęcie suwerenność. Otóż, suwerenność obejmuje dwie uzupełniające się cechy państwa:
    CAŁOWŁADNOŚĆ – władza państwa ma kompetencje do normowania wszystkich stosunków zachodzących w obrębie państwa i egzekwowania wydanych przez siebie norm.
    SAMOWŁADNOŚĆ – państwo w swoich stosunkach zewnętrznych jest niezależne i kieruje się w zasadzie własną wolą.
    Przyjmując Traktat Lizboński, musimy zrezygnować z całowładności i samowładności na rzecz Unii Europejskiej, czyli zmuszeni jesteśmy do utraty suwerenności oraz niepodległości.
    Dlatego nie zrozumiała jest dla nas postawa Pana Prezydenta, który ostateczną decyzję podpisania tego traktatu uzależnia od decyzji Irlandii. Przecież suwerenem Państwa Polskiego jest Naród Polski a nie Irlandia.
    Antypolski Traktat Reformujący Unię Europejska (Konstytucji - nie organizacji międzynarodowej a powstałego państwa w Europie) - podpisany bezprawnie w imieniu Rządu RP przez premiera Donalda Tuska i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego w Lizbonie, dnia 13.12.2007r., jest lekceważeniem Narodu i Jego praw zagwarantowanych w Konstytucji RP.
    I tak: Art.4, & 1 określa, że władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu; Art.5, & 1, że Rzeczypospolita Polska strzeże niepodległości
    i nienaruszalności terytorium, zapewnia wolność i prawa człowieka i obywatela oraz bezpieczeństwa obywateli, strzeże dziedzictwa narodowego oraz zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju, Art. 8, & 1, że Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej.
    Premier i jego rząd, mimo powyższych zapisów w Konstytucji RP i zapisu
    w Art.9, Paragraf 1, brzmiącym, że RP może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej, w niektórych sprawach - myli ten artykuł, mówiący
    o organizacji międzynarodowej z państwem jakim jest już Unia Europejska po zatwierdzeniu przez rządy 27 państw Traktatu Reformującego Unię Europejską . Lekceważona jest w ten sposób władza zwierzchnia jaką jest Naród.
    Ratyfikowanie przez Sejm RP, tego traktatu, de facto, sprowadza się do wyrażenia zgody na likwidację Państwa Polskiego, w ramach budowy innego - skrajnie biurokratycznego - organizmu państwowego, któremu jako Naród i Kraj, zostaniemy podporządkowani. To podporządkowanie może nam przynieść wyłącznie skutki katastrofalne. Przekażemy siebie samych i nasz los oraz cały nasz dobytek, włącznie
    z naturalnymi bogactwami, także tymi które nie są jeszcze zinwentaryzowane, a nawet odkryte, pod pośrednią jurysdykcję monstrualnej biurokracji UE, a faktycznie pod jurysdykcję bezpośrednią - dyspozycyjnych w każdym przypadku wobec Brukseli, biurokratów urzędujących w Warszawie. Podporządkowanie naszego Kraju jeszcze nierozpoznanemu systemowi biurokratycznemu, który niezależnie od naszej woli będzie mógł być dowolnie modyfikowany, przez dobrze opłacana i absolutnie dyspozycyjną kadrę biurokratyczną, według potrzeb i interesów silniejszego - Niemcy, Francja, Włochy.
    Powtórne referendum w Irlandii to czwarta, kolejna próba, prawnego zalegalizowania UE, jako superpaństwa. Wcześniej, tak zwaną Konstytucję Europejską, odrzucili Francuzi i Holendrzy. Później, talk zwany Traktat Lizboński, odrzucili
    w pierwszym referendum Irlandczycy. To jednak, nie zmniejsza determinacji pomysłodawców kolejnej utopii. Irlandii, nakazano głosować kolejny raz - oczywiście
    w ramach demokracji, jednak bez wątpienia, skrajnie źle rozumianej. Złe drzewo , nie wyda dobrych owoców!!!
    Kolejna próba prawnej legalizacji UE, jako nowego super państwa, o czym ma zdecydować kolejne referendum w Irlandii, nie ma nic wspólnego, ani z prawdziwie pojętą demokracją, ani ze zdrowym systemem prawnym, ani ze zdrowym rozsądkiem. Jest to ewidentne - pospolitej natury - matactwo, w ramach systemu -
    no właśnie - jakiego systemu? Przecież nie może być mowy, w takim przypadku, że mamy do czynienia, par excellence, z systemem prawnym. Czego więc należy się spodziewać, po systemie prawnym UE, kiedy zostanie ona zalegalizowana zgodnie z oczekiwaniami europejskich demiurgów.
    Faktycznie, bezprawne (bowiem czynione pod presją), zalegalizowanie UE, jako nowego tworu politycznego, dysponującego atrybutami przynależnymi dotychczas jedynie takiemu organizmowi politycznemu jak Państwo, niesie ze sobą nieprzewidywalne następstwa, we wszystkich dziedzinach: politycznej, gospodarczej, społecznej, a przede wszystkim, cywilizacyjnej. Zastosowany w Irlandii, biurokratyczny dyktat, by musiała ona powtórzyć referendum, świadczy przede wszystkim o braku jakichkolwiek zahamowań, w realizacji kolejnej, nowej, groźnej utopii. Realizowanej przez, de facto, nie znane nam czynniki decyzyjne, których faktyczne działania sprowadzają się do budowy nowej generacji eurokołchozu, rządzonego przez europejskich komisarzy typowanych przez bliżej nieokreślone grupy interesu.

    Na tego rodzaju bezprawia, jakie chce nam Narodowi narzucić Rząd premiera D.Tuska w drodze faktów dokonanych przez Sejm RP i wbrew Konstytucji RP, łamanej przez nich, nie może być zgody, zgody na utracenie niepodległości Polski i jej wszelkich praw zapisanych w Konstytucji RP na rzecz utworzonego innego państwa, z inną kulturą, zwalczającego chrześcijaństwo, narzucającego nam aborcję, małżeństwa homoseksualne, eutanazję, pornografię, narkomanię, pijaństwo, kosmopolityzm i inne dewiacje, wybitnie antypolskie, chcące z Polski i innych państw narodowych utworzyć prowincje kolonialne dla potęgi silniejszych, na czele z ,,Nową Wielka Rzeszą Niemiecką"(Redakcja Polskie Sprawy, Poznań).
    SAMORZĄDNA I NIEPODLEGŁA POLSKA
    Samorządna i niepodległa Polska, to Ojczyzna wolnych obywateli, którzy czują się odpowiedzialni za rozwój gospodarczy i społeczny rodzin, gmin, powiatów, województw i całej Polski oraz za partnerską współpracę ze wszystkimi państwami świata, jak też za racjonalne wykorzystanie krajowych zasobów przyrodniczych i technicznych, a przede wszystkim za wykorzystanie zasobów intelektualnych Narodu Polskiego.
    ,, Stając się członkiem Wspólnoty Europejskiej, Rzeczpospolita Polska nie może tracić niczego ze swych dóbr materialnych i duchowych, których za cenę krwi broniły pokolenia naszych przodków”.
    (Jan Paweł II, w przemówieniu do Ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej przy Stolicy Apostolskiej,
    w dniu 3 grudnia 2001r.)
    ,,Prawa Narodu i prawa osoby należą na równi do kategorii praw, które nie mogą być przedmiotem negocjacji. Suwerenność jest treścią prawa naturalnego, które pochodzi bezpośrednio od Boga (choć w pewnym sensie pośrednio, to jest poprzez rozum, odkrywający prawdę stworzonego istnienia na poziomie bytu osobowego). Suwerenność – innymi słowy – jak każdy dar skierowany ku osobie i ku wspólnocie osób, opartej na uznaniu transcendentnej godności osoby – jest darem Boga. Jest zarazem zadaniem, w ramach odpowiedzialności za dobro wspólne Narodu, odpowiedzialności spoczywającej w sposób szczególny na władzy publicznej”.
    (papież Benedykt XVI)
    ,,Istota rzeczy polega na tym, że suwerenność nie jest przedmiotem możliwej umowy lub jakichkolwiek negocjacji, w duchu prawa pozytywnego. Suwerenność nie może być w istocie ,,przekazana” przez kogokolwiek, przez rząd czy parlament. Podobnie osoba ludzka nie może ,,zrzec się” swego ,,bycia osobą” i swej rozumności. Tego rodzaju próba oznacza nieodwracalną katastrofę “.
    (ks. prof. Jerzy Bajda)
    ,, W Konstytucji polskiej z 1997r., aż 52 artykuły zapewniają nasze prawa
    i wolności, a o prawach Narodu i jego wolnym ludzie stanowi prawie cały dokument. Przypomnijmy, że art.1 stwierdza: ,,Rzeczpospolita Polska jest dobrem wszystkich obywateli”, a art. 4.1: ,,Władza zwierzchnia w Rzeczpospolitej Polskiej należy do Narodu”.
    Niestety są w tej Konstytucji i złe zapisy, jak np. Art. 90, który otwiera furtkę do ograniczenia suwerenności państwa na rzecz organów międzynarodowych.
    A na to nie może wyrazić zgody żadna grupa ludzi, ani reprezentacja narodowa, ani nawet całe pokolenie Polaków, gdyż suwerenność polski jest dobrem, które należy do wielu pokoleń minionych, obecnych i przyszłych."
    (prof. Włodzimierz Bojarski)

    ,,My postrzegani dziś, jako przeciwnicy Unii Europejskiej, marzymy o wspólnej Europie, tylko nie takiej, jaka została wynegocjowana w ukryciu.”
    (ks. prof. Czesław Stanisław Bartnik)
    Pozwolimy sobie jeszcze raz, w tym miejscu, przytoczyć słowa naszego wielkiego rodaka Jana Pawła II, które 2 czerwca 1979 roku, skierował do przedstawicieli władz państwowych, w Belwederze:
    ,,Pokój i zbliżenie pomiędzy narodami może budować się tylko na zasadzie poszanowania obiektywnych praw narodu, takich jak prawo do istnienia, do wolności, do podmiotowości społeczno-politycznej, do tworzenia własnej kultury i cywilizacji. Pozwolę sobie jeszcze raz przytoczyć słowa Pawła VI, który w czasie pamiętnego spotkania dnia 1 grudnia 1977 roku w ten sposób się wyraził:
    ,,...Niestrudzenie zabiegać będziemy zawsze, tak jak najlepiej pozwolą nam nasze możliwości, by na czas przeciwdziałać konfliktom między narodami lub by konflikty te znalazły swe słuszne rozwiązanie, by zapewnić i udoskonalić nieodzowne podstawy pokojowego współżycia między krajami i kontynentami; a wcale nie ostatnie sprawy to:
    – bardziej sprawiedliwy system ekonomiczny i porzucenie wyścigu coraz groźniejszych
    zbrojeń, również w dziedzinie nuklearnej, jako przygotowanie do stopniowego
    i zrównoważonego rozbrojenia;
    – rozwój coraz lepszych stosunków gospodarczych, kulturalnych i ludzkich między
    narodami, jednostkami".
    „Pragnę te słowa Pawła VI uczynić własnymi. Wyraża się w tych słowach nauka społeczna Kościoła, który stale udziela poparcia dla autentycznego postępu i pokojowego rozwoju ludzkości. Stąd – podczas gdy wszelkie formy kolonializmu politycznego, gospodarczego czy kulturalnego pozostają w sprzeczności z wymogami ładu międzynarodowego – należy cenić wszelkie sojusze i przymierza oparte na wzajemnym poszanowaniu i uznaniu dobra każdego narodu i państwa w systemie wzajemnych odniesień.
    Chodzi o to, żeby narody i państwa, łącząc się między sobą przymierzami celem dobrowolnej i celowej współpracy, znajdowały w tej współpracy równocześnie wzrost własnego dobrobytu i pomyślności.
    Takiego układu stosunków międzynarodowych, takich rozwiązań we wzajemnych odniesieniach pomiędzy poszczególnymi państwami, Stolica Apostolska pragnie w imię podstawowych przesłanek sprawiedliwości i pokoju w świecie współczesnym.
    Kościół stara się służyć ludziom również w doczesnym wymiarze ich życia i bytowania.
    A ponieważ wymiar ten realizuje się poprzez przynależność człowieka do różnych wspólnot –narodowych i państwowych, a więc zarazem społecznych, politycznych, ekonomicznych i kulturalnych – Kościół wciąż na nowo odczytuje swoje posłannictwo w odniesieniu do tych dziedzin życia i działalności człowieka. Potwierdzeniem tego jest nauka Soboru Watykańskiego II oraz ostatnich papieży.
    Nawiązując kontakt religijny z człowiekiem, Kościół utwierdza tego człowieka w jego naturalnych więzach społecznych. Historia Polski potwierdziła to w wybitnym stopniu, że Kościół w naszej Ojczyźnie starał się na różnych drogach o wychowanie wartościowych synów i córek Narodu, dobrych obywateli; pożytecznych i twórczych pracowników w różnych dziedzinach życia społecznego, zawodowego, kulturalnego.
    Płynie to z podstawowej misji Kościoła, który wszędzie i zawsze zabiega o to, aby uczynić człowieka lepszym, bardziej świadomym swej godności, pełniej oddanym swoim zadaniom życiowym, rodzinnym, społecznym, patriotycznym. Aby uczynić go ufnym, mężnym, świadomym swoich praw i obowiązków, społecznie odpowiedzialnym, twórczym i pożytecznym."
    Za profesorów: prof. Ryszard Kozłowski
  • Prezydent Lech Kaczyński To Nie Kłoda Jakiegoś Zas..go Sojuszu Ale Wielki Prezydent Polaków
    Niezły artykuł żeś Waćpana spłodził Panie Mojsiewicz. Jeno ten tytuł taki, że

    tylko nim psom buty POdszywać. Przecież istotą dla nas Polaków jest

    Wielkość naszego Pana Dobrodzieja Prezydenta Wszech Polaków Ś.P.

    Lecha Kaczyńskiego a nie to, że szwabskim i kacapskim pludrom

    był kłodą.

    No a te ciury, te dwa żydki na usługach moskiewskiej sfołczy te

    pogańskie takie syny, ten Wrzodak z Telewidzącym, tych bym tak samo

    POtraktował jak tych zdrajców co kiedym Chowańskiego POdchodził

    to kazał te scierwa biczować do krwi, solą zasypać i końmi na pale

    POwciągać. Bo na to te moskiewskie ścierwa zasłużyły.
  • @Andrzej Kmicic 01:53:31 Mimo zaslug we wstrzymaniu ekshumacji w Jedwabnem na stolku prokuratolra generalnego
    i wynalazku "naszości" wojny z Irakiem w telewizyjnej konkurencji wielki prezydent wszechpolakow przegral wyścigi do lask naszych nowohebrajczykow z rownie mu wielkim a nawet większym prezydentem bo ze Stolcmana Kwśniewskim wysyłajacym wojska do Iraku. Jego czciciele a nawet najbliższa katastrofLNEMU BLIŹNIAKOWI KAMARYLA maja też mniejsze szanse na wygranie z licznymi konkurentami w szybkosci ewolucji do wzoru solitera nawet w najlepszych sferach judeopostsowieckoeuropejskich.
  • @telewidzacy 14:46:51
    Ty ciągle tyko o jednym to zaczyna męczyć, zmień płyte bo ta już jest starta.
  • @Wrzodak Z. 18:39:10
    Nic , człowieku on był tak wychowany, w posznowaniu drugiego człowieka, nieważne czy to był żyd, czy polak, miał wielu przyjaciół wśród żydów nawet matka chrzestna była żydówką wiec gdy wygnano ich z Polski i pozbawiono obywatelstwa uważał to za chaniebne i wielce niesparwiedliwe. Przypominam że Polacy też to przeżyli po IIWŚ, pewnie wielu Polaków chętnie by wróciło na ziemie ich dziadów i pradziadów. a wracając do artykułu:
    A podczas swojej wizyty w Izraelu do małżonki, Marii Kaczyńskiej powiedział tak: "Marylko, czy wyobrażałaś sobie, że to państwo powstanie i przetrwa, a my będziemy się tutaj czuli jak w domu?" - wspomina Lecha Kaczyńskiego, Ewa Junczyk-Ziomecka." Głupia plotkara słowa były skierowane do żony, a nie do niej, a tak w ogóle pracowała dla prezydenta więc była obdarzona jakimś zaufaniem, zwyczajnie się sprzedała i klepie co tylko we łbie jej zakiełkuje.
  • @rene 10:26:42 Jako przsyjaciel "Żydow" wybranych stal zsie wrogiem niewybranych
    Sam byl z bliźniakiem wybrany do roli dwu takich co ukradli księżyc w msjonistycznej szkole filmowej PRL i pozostal wierny" idealom?" sjonizmu a więc wierność jemu była maskowaną zdradą polskich racji stanu i akceptacją priorytetowości pasożytniczej motywacji wbrew nakazom Ewangelii podobnie jak konkurowal z Kwaśniewski w "naszosci" wojny z Irakiem potępianej nawet przez JP2.. "Zdrada" judeofilii Kaczyńskiego nie byla zadradą Polski.
  • @telewidzacy 10:44:31
    Ty masz nakazane nienawidzić dwóch ludzi ŚP Lecha Kaczyńskiegi i jego brata Jarosława Kaczyńskiego, a pozwalają ci załatwiać fizjologiczne potrzeby kiedy chcesz, czy masz wyznaczone godziny.
  • @rene 11:01:05 Szanowny Pan ma chyba poglady genetycznie ukierunkowane a to gorsze niż nakazy
    Zalecam w marszu do niebios bram świętego Witolda Pileckiego powtarzanie następującej modlitwy:
    Co jak Chrystus w kajfaszowym mordzie oddaleś życie św3ięty Witoldzie
    Do bram twych niebios dziś maszeruję tam z Życińskim razem zawyję
    Kiedyż ach kiedyż laskawe niebiosa wyrwą nas z odchlani klamstwa Michnika i Grossa
    W pierwszym szseregu palikota slupy i pobermanowskie arcybiskupy
    W drugim szeregu westydliwi historycy choć dziadek bez wechramachtu krzyża tobie nie ubliża
    W trzecim szeregu bliźniacy bohaterow od Andersa palestyńskich dezerterow
    Trudno policzyć szeregi maszerujących dozoru solitera ewoluujących
    Naturalnie kazdy powinien znać swoje miejsce a sądząc po tekstach to masz nadzieje na szereg trzeci
  • @telewidzacy 11:17:08
    A ja Cię widzę w I-wszym szeregu a nawet i przed
  • @telewidzacy @Wrzodak - To Paskudne KGB-wskie Robactwo Trzeba Tępić Ogniem i Mieczem
    +
    Na POhybel z tym paskudnym robactwem cuchnącym czosnkiem i kwasem
    chlebowym. Tymi czyrakami, wrzodami, telewisielcami i
    inną paskudna ruską czernią, która nie godna jest lizać stóp Wielkiego

    Polaka Pana Prezydenta Lecha Kaczyńśkiego, który tyle dobra uczynił
    dla tej sfołczy, a tak wredna żydo-ruska, WSI-owa i esbecka sfołocz
    uwłacza jego Świętej Pamięci plugawymi łgarstwami.

    Szkoda na to paskudne robactwo strugać pala i ostrzyć miecza. Tu trzeba
    lać PO tej czerni kwasem pruskim i wypalać ogniem.
  • ad memoriam
    Pani Wrzodak, ja wiem, że Pan nienawidzi Kaczyńskiego z powodów czysto ideologicznych, ALE, to nie Kaczyński lecz zwykły Kowalski i Kowalska głosowali na Pana w 2001 i 2005 roku. Ci sami Kowalscy odmówili Panu swojego poparcia w 2007 roku z tytułu czego jest Pan bardzo nieszczęśliwy. Naprawdę trzeba być cienkim politykiem by roztrwonić w dwa lata 18 000 poparcie.

    O Traktacie Lizbońskim przypominam już tylko dla odświeżenia pamięci:
    Polacy mają krótką pamięć i już zapomnieli, jak dopuścili się zdrady zbiorowej w czerwcu 2003 r.
    Wówczas wielu ostrzegało przed konsekwencjami akcesji do UE. Ile się nagadał i upisał choćby taki Carl Beddermann...
    Kto chciał słuchać ten słuchał. Kto chciał wierzyć rządowej propagandzie ten wierzył. Wybór był. Mobilizacja do głosowania tragiczna. Ponad 40% wyborców olało sobie ten ważny akt jakim było zagłosowanie NIE dla UE. Szkoda. Dziś płacimy za tę głupotę i bezmyślność wszyscy bez wyjątku.

    Prezydent L. Kaczyński powinien był odegrać KOMEDIĘ jaką wykonał swego czasu prezydent Czech V. Klaus. Najpierw wygłosić płomienne przemówienie o obronie interesu narodowego, a potem podpisać traktat. Wilk (czyli społeczeństwo) byłoby syte i owca (UE) cała.
    Akcesja do UE nakładała i nakłada na nas obowiązek przyjmowania wszelakich regulacji prawnych, choćby godziły one ewidentnie w nasze państwo. Takie są konsekwencje referendum z VI 2003.

    Prezydent Kaczyński podpisał ten dokument w atmosferze medialnej nagonki. Pamiętamy. Poza tym nie mógł odmówić złożenia podpisu pod traktatem już ratyfikowanym przez Sejm. Nie ma takiej możliwości. W przeciwnym wypadku zostałaby wszczęta procedura impeachmentu. Usunięcie z urzędu nie przekreśliłoby podpisania tego dokumentu przez jego następcę niezależnie kim by on był.
    Do dymisji nie podałby się ze względów ambicjonalnych. Oznaczałoby to kapitulację i poddanie się. Media zeszmaciłyby go jeszcze bardziej niż wcześniej. Nikt by się nad nim nie litował ani też dla nikogo nie byłby męczennikiem. Wytykano by od razu, że nowe wybory kosztują, że nie dorósł do urzędu, że nie jest europejczykiem, że złamał prawo, konstytucję....i tak można wymieniać.

    Traktat akcesyjny przyjęty w referendum można wypowiedzieć tylko tą samą drogą. Traktat przyjęty przez sejm można zerwać jednostronnie przez głosowanie zwykłą większością.
    Referendum w celu zerwania akcesji nie wchodzi w grę. Nikt go nie rozpisze, a nawet jakby, to będzie przegrane przez sprytny zapis o 51% frekwencji. Media urządziłyby od ręki zgiełk na temat negatywnych konsekwencji zerwania akcesji. Chodzi tu głównie o straszenie zamknięciem granic i odcięciem wszelakich dotacji. A skoro "większość Polaków popiera UE" to nawet nie ma o czym mówić.

    Traktat lizboński jest prostą konsekwencją referendum z czerwca 2003 r. 77% głosujących skreśliło TAK dla UE. Gdyby referendum zostało przegrane przez euroentuzjastów żaden traktat by nas nie obchodził.
  • @telewidzacy 10:44:31
    ...tak, zgadza sie,gadali o ' naszej ' wojnie w Iraku,wybrali Polakom ' nasz rzad ' premiera Mazowieckiego od Grubej Krychy, no i oczywiscie popierali ' naszego ' kapusniaka SB 'Bolka' na prezydenta w '90 roku.
  • @Andrzej Kmicic 11:41:45
    ...'esbecka sfolocz' to chyba Marta Kaczynska i jej maaaz z dynastii UB.He,he,he...Jajajaja...
  • @sceptyczny 15:03:20
    Nie kieruję się nienawiścią do drugiej osoby tylko dlatego, że nazywa się Kaczyński. Potępiam ich straszny falsz, obłudę, cynizm i szkodzeniu Polsce. Oni odrywają rolę teatru politycznego by przypodobać się swoim antypolskim mocodawcom (patrz Jedwabne, TL, UE) To jest koncesjonowana opozycja. Pamiętam tych samych ludzi, którzy teraz bronią Kaczyńskich, wtedy bronili Wałęsy i potępiali tych co ostrzegali przed Wałęsą. Pamiętam te twarze. Moją rolą jest ostrzeganie przed tym złem za którym ciągnie się fala kłamstw. Robię to z własnych pobudek, nie muszę kogoś się obawiać, że mnie na listy do sejmu nie wciągną. Sam jestem kowalem swojego losu, nie muszę na kolanach błażnić się przed szulerami prymitywnymi, którzy w podstępny i prosty sposób manipulują naiwnymi.
    Co do roztwonienia głosów wyborczych, to zapewniam, że gdybym był nawet na 19 miejscu na liście PiS wyborach w 2007 roku uzyskał był mandat z I miejsca, ale łamać kręgosłupa przed kosmopolitczną i łże-prawicą nie będę. Zapewniam jestem szczęśliwy teraz, widzę więcej, cieszę się dziećmi żoną, rodziną. Patrzę jak tacy jak sceptyczny są rolowani przez Kalsteinów i im podobnych karierowiczów, darmozjadów. Podpisanie przez LK, T. L jest konsekwencją referendum dotyczące wejścia Polski do UE, tak pisze sceptyczny. A kto namawiał Polaków do wejścia do erokołchozu, nie przypadkiem Kaczyńscy i Pisuar, to politycy pisuaru najbardziej zajadle nas atakowali w referendum unijnym.
    Środowisko Kaczyńskich i oni sami poprą każde rozwiązanie antypolskie, które będzie korzystne dla NWO. Oni są tu przybłędami, oni mają misję służenia rządom kosmopolitycznym. Ludzie od Kaczyńskiego i oni sami budowali III RP, byli w rządach Bieleckiego, Suchockiej, WjWajEs-u, te rządy odpowiadają za rozbiory Polski. Sceptyczny tego nie pamięta????? A L. Kaczyńskiego to kto zrobił szefem NIK, nie przypadkiem Suchocka, a Min. Sprawiedliwości, to kto zrobił L. Kaczyńskiego, nie przypadkiem gwiazda obecnego Peło - Buzek, wyjątkowy szkodnik. POPIS Kaczyńscy, Tusk, Komorowski, Kwaśniewski, Balcerowicz, Borowski, Michnik itd. to jedna gmina, jeden program, jedna polityka, tylko w innych opakowaniach. Dowodów na to jest mnóstwo, wystarczy więcej czytać i więcej analizować fakty.
  • @Andrzej Kmicic 11:41:45
    Kmicic, nie przedstawiaj się. Jacy wodzusie, taki język Bermanowski.
    Tchórzu, perfidny tchórzu, ty na mój widok rozwolnienia byś dostał, mały pętaczku, który dla swojej gminy nawet papierka z ulicy nie podniosłeś, żona odeszła od ciebie, sąsiedzi śmieją się z ciebie, po co się błażnisz takimi tekstami.
  • @Andrzej Kmicic 11:41:45
    z głupkami nie warto dyskutować Rodaku. Koniecznie należy to cholerstwo wypalić.
  • @Wrzodak Z. 22:08:19
    pewnie ten twój wygląd jest tak odrażajacy,że kazdy dostaje rozwolnienia fuuuuuu
  • --------------- !!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    http://www.youtube.com/watch?v=YX6eoRTaoUc
  • @Alia 22:53:49
    rOZUMIEM, ŻE MYŚLISZ O TAKICH ZDRAJCACH?????
    Artykuł z 2006 r. - dostępny jeszcze na:

    http://www.npw.pl/2.html i na

    http://wirtualnapolonia.com/2009/05/28/stanislaw-krajski-hitleryzm-i-masoneria/

    PiS w Fundacji Batorego George'a Sorosa

    Jarosław Kaczyński, "O naprawie Rzeczypospolitej" - Wykład wygłoszony w
    Fundacji im. Stefana Batorego w dniu 14.02.2005

    "W 2002 roku radykałowie otrzymali w wyborach przeszło 30 procent. W tej
    chwili ich notowania są nieco mniejsze. Ale jeżeli w Polsce dojdzie do
    sytuacji, w której połączą swoje siły, nie w jakiejś rewolucji, nie w
    wystąpieniach ulicznych, w wielkich strajkach, tylko przy urnie wyborczej,
    całkowicie wykluczeni z częściowo wykluczonymi, dwie wielkie grupy
    społeczeństwa, to będziemy mieli rządy Samoobrony, być może LPR-u (to też
    formacja radykalna)rozwścieczonych swoim losem postkomunistów." /./"Ci
    ostatni znajdują się dzisiaj w znanej sytuacji, ale nawet jeżeli uda nam się
    ich zdelegalizować - liczę na Trybunał Konstytucyjny - to ze sceny
    politycznej nie zejdą. Przecież delegalizacja to nic innego jak
    wyrejestrowanie. Potem będą mogli założyć kolejną partię. Delegalizacja
    byłby jedynie mocnym aktem potępienia moralnego.
    Podkreślam raz jeszcze: istnieje niebezpieczeństwo zdobycia władzy w Polsce
    przez radykałów. Wszystkim, którzy zalecają heroiczną drogę walki o
    przemiany gospodarcze w Polsce, radziłbym wziąć to pod uwagę." - (całość:
    http://www.batory.org.pl/debaty/jkaczynski.htm - wersja autoryzowana w
    pdf.).
    W tym cytowanym fragmencie mamy wyłożony cały wielki plan polityczny PiS
    (ale czy rzeczywiście plan PiS?) i odpowiedź na bardzo wiele zasadniczych
    pytań typu: DLACZEGO? -Przy władzy mają być mutanty pookrągłostołowe.
    Formacje, które odpowiedzialne są za wepchnięcie na oślep Polski pod but
    Brukseli. Formacje polityczne odpowiedzialne za ruinę Polski i degradację
    Narodu Polskiego. Odpowiedzialnych tym samym za stworzenie możliwości
    przeróżnego rodzaju pomniejszych (w stosunku do ogromnych strat tzw.
    dostosowawczych) złodziejstw przy tej okazji. Przecież to nie krasnoludki
    otworzyły dom zwany Polską na pastwę przeróżnego rodzaju złodziei - tych
    dużych działających w rękawiczkach - za osłoną przepisów - i tych bez
    żadnych skrupułów kradnących. To również i Porozumienie Centrum (PC) -
    dzisiejszy trzon PiS - na posiedzeniu Sejmu RP w miesiącu maju i 04 lipca
    1992 r. ustami swego przedstawiciela wygłaszało peany na temat dobrodziejstw
    sporządzonego pod stołem, za plecami narodu Polskiego, zabójczego dla polski
    Układu Europejskiego z 16 grudnia 1991 r. sporządzonego w Brukseli.
    Przemawiało głosem "mędrca" - obok innych im podobnych (również koła RdR) -
    do innych posłów, aby Sejm RP wyraził zgodę na ratyfikację tego układu przez
    Prezydenta RP Lecha Wałęsę. 04 lipca 1992 r. - pod osłoną burzy
    lustracyjnej - Sejm przyjął ustawę o wyrażeniu zgody na ratyfikację Układu
    Europejskiego. Wówczas kategorycznie sprzeciwiała się temu grupa ok. 100
    posłów i nie byli to posłowie lewicy, ale słuch po nich zaginał, bo
    widocznie uznano ich za radykałów.
    Dzisiejsze osoby - z miast, miasteczek i wsi - należące do formacji
    politycznej PiS , to osoby, które czynnie uczestniczyły w procesie wpychania
    Polski pod but Brukseli.
    I ktoś o zdrowych zmysłach ma teraz uwierzyć, że formacja ta naprawi Polskę
    dla Polaków?
    W Fundacji Batorego bardzo jasno została wyłożona doktryna polityczna PiS.
    Na scenie politycznej ma pozostać PO (Platforma Obywatelska), PiS (Prawo i
    Sprawiedliwość) oraz postkomuniści (pod szyldem SLD lub jakimkolwiek innym),
    bo ich się nie da wyeliminować ze sceny politycznej.
    Można i trzeba za to wyeliminować innych. Ze sceny politycznej muszą zejść
    wszyscy inni, którzy nie mieli nic wspólnego z okrągłym stołem, z Układem
    Europejskim z 1991 r., no i dalszym wpychaniem Polski w objęcia Brukseli. No
    i nie mogą dojść do głosu siły szczeropolskie.
    Stąd te ciągłe ataki na LPR - w pierwszej kolejności, taka taktyka typu
    salami -, a w drugiej kolejności na Samoobronę. Straszenie przyspieszonymi
    wyborami, marginalizowanie na przeróżne sposoby. Przyjęcie retoryki
    narodowej i udawanie radykałów.
    I nie chodzi tutaj w istocie o te partie. Chodzi o to, aby nie dopuścić do
    uruchomienia procesu, w którym przy urnie wyborczej spotkałyby się z sobą
    dwie wielkie grupy społeczeństwa - całkowicie wykluczeni z częściowo
    wykluczonymi - bo nastałyby rządy radykałów.
    Wykluczonych lub częściowo wykluczonych - z przeróżnych racji, głównie
    ekonomicznych - mamy już w Polsce prawie 75% Narodu Polskiego.
    Chodzi więc o to, aby przy urnie nie spotkali się wreszcie Polacy i nie
    wybrali w końcu rządów szczeropolskich???
    Stąd też był taki jazgot, gdy do wyborów parlamentarnych stanął w 2005 r.
    Dom Ojczysty. Pomagano tak, aby nie pomóc. Wzywano do zachowań
    utrudniających jego organizowanie się i utrudniających jego udany start w
    wyborach. Wzywano do stosowania kryterium szansy, a nie kryterium dobra.
    Po wyrażeniu zgody przez rządy PiS na instalację w Polsce tarczy
    antyrakietowej z silosami rakiet z głowicami nuklearnymi - szczegółowe
    rozmowy i uzgodnienia ruszają w kwietniu br - można już rozpisać nowe
    wybory, bo główne zadanie zostanie wykonane i już inni (w swoim interesie)
    będą pilnować, aby przy urnie wyborczej nie spotkały się z sobą dwie wielkie
    grupy społeczeństwa - całkowicie wykluczeni z częściowo wykluczonymi
    Polakami. Fundacja Batorego nie tylko organizuje debaty polityczne, ale ma
    ona również swego przedstawiciela w Senacie RP oraz w Radzie Bezpieczeństwa
    Narodowego w osobie Marszałka Bogdana Borusewicza. Bogdan Borusewicz od
    szeregu już lat jest członkiem Rady Fundacji Stefana Batorego - George'a
    Sorosa - Cykl wykładów o naprawie Rzeczypospolitej:
    Wykład Lecha Kaczyńskiego, 19 września 2005
    Wykład Włodzimierza Cimoszewicza, 12 września 2005
    Wykład Donalda Tuska, 6 września 2005
    Wykład Zbigniewa Religi, 24 czerwca 2005
    Wykład Tadeusza Mazowieckiego, 6 czerwca 2005
    Wykład Marka Belki, 3 marca 2005
    Autoryzowany tekst wystąpienia [PDF 203 KB]
    Wykład Jarosława Kaczyńskiego, 14 lutego 2005
    Autoryzowany tekst wystąpienia [PDF 250 KB]
    Wykład Marka Borowskiego, 3 lutego 2005
    Wykład Jana Rokity, 10 stycznia 2005
    Autoryzowany tekst wystąpienia [PDF 216 KB]
    Wykład Aleksandra Kwaśniewskiego, 13 grudnia 2004
    Autoryzowany tekst wystąpienia [PDF 178 KB]
    Z cyklu Polityka zagraniczna
    Ciągłość i zmiana w polityce zagranicznej RP (22 grudnia 2005) - dyskusja z
    udziałem Stefana Mellera, Władysława Bartoszewskiego, Bronisława Geremka,
    Dariusza Rosatiego i Jacka Saryusz-Wolskiego.
    Sens 9 maja 1945 i polska polityka (4 maja 2005) - dyskusja z udziałem
    Jarosława Kaczyńskiego, Adama Daniela Rotfelda i Bronisława Komorowskiego,
    prowadzenie - Aleksander Smolar.

    Boguchwała. A.D. 18 marca 2006 r. Mgr inż. Józef Bizoń

    Ps.

    Od tamtego czasu pod wskazanym w artykule adresem zmieniono tekst
    autoryzowany.
  • @Alia 22:51:20
    MASZ NA MYŚLI TAKICH PRZYBŁĘDÓW JAK NIŻEJ:
    Wasz PISOWSKI wodzio ! (1)
    Pohistoryk (gość) 26.11.11, 05:17:51
    RAJMUND KACZYŃSKI URODZONY W GRAJEWIE MATKA FRANCISZKA ZE SWIATKOWSKICH ZRODZONEJ W WSI GRONOWCE KOŁO ODESSY Z RODZINY NACZELNEGO PREZESA SADU WOJSKOWEGO ZA STALINA PUŁKOWNIKA ARMII CZERWONEJ WILHELMA SWIATKOWSKIEGO.

    Historia zasłużonych dla morderców z Katynia, dwóch ukochanych wujków Jarka i Lecha - Wilhelma i Henryka ŚWIĄTKOWSKICH i ich związek ze straszliwym Mordem Katyńskim.
    Wilhelm był absolwentem Charkowskiego Instytutu Prawa z 1940 roku, od razu włączonym w wojskowy wymiar sprawiedliwości Armii Czerwonej (a co działo się z polskimi oficerami w Charkowie w 1940 roku - dodawać chyba nie muszę), potem, po wojnie, jako zaufany Stalina i Berii, był Prezesem Naczelnego Sądu Wojskowego w okresie największego apogeum stalinowskich czystek na Polakach (1950-1954).
    Drugi, Henryk, był ministrem "sprawiedliwości" nieprzerwanie w latach 1945-1956 (!!!), przez co odpowiada za całokształt stalinowskich zbrodni na Narodzie Polskim, był jedynym stałym ministrem w czterech powojennych marionetkowych rządach komunistycznych (Osóbki-Morawskiego, I rząd Bieruta, I rząd Cyrankiewicza i II Bieruta), a co najważniejsze - już na wiosnę 1945 roku (!!) nakazał wszcząć śledztwo swemu wiernemu psu (Jerzemu Sawickiemu - właść. Izydorowi Reislerowi), którego celem miało być zatuszowanie winy bolszewików za ten straszliwy mord na polskich oficerach i próba zrzucenia go na broniących się wtedy jeszcze faszystów.
    To są tylko informacje ogólne. Po szczegóły - wysyłam was do pewnego Jarosława i jego mamy, Jadwigi. Wiedzą o tym bardzo dużo ? jako że często odwiedzali się nawzajem, zanim po śmierci Stalina nie cofnięto Wilhelma do Związku Radzieckiego i tam, rozliczono za zbrodnie na Narodzie Polskim, czego dokonali sami komuniści od Chruszczowa już w 1954 roku (!).
    czym Rajmund Kaczyński zaimponował Bierutowi. Wilhelmem Świątkowskim, kuzynem przysłanym do PRL przez Stalina, na funkcję prezesa Wojskowego Sądu Najwyższego. To Wilhelm podpisywał wyroki śmierci na zakapowanych przez Rajmunda AK-wców.
    ps. Dzięki temu Wilhelmowi pewne młode, bezdzietne wtedy jeszcze małżeństwo Rajmunda i Jadwigi otrzymało tylko dla siebie piękną trzypiętrową willę na Żoliborzu, gdy reszta warszawian, którym jakimś cudem udało się przetrwać II Wojnę, gnieździło się całymi rodzinami po piwnicach i spalonych ruinach. Żeby było ciekawiej - ta willa była wcześniej nadana rodzinie bohatera z 1920 roku, majora Lisa-Kuli przez Piłsudskiego, za męstwo tego człowieka i oddanie życia w obronie Polski, Europy i Świata przed zalewem czerwonego terroru.
    Wujkiem Rajmunda Kaczyńskiego był Naczelny Prezes Sądu Wojskowego w rządzie Bieruta, wyznania starozakonnego KGBowiec osobiscie mianowany przez Stalina i kat narodu polskiego Wilhelm Świątkowski ur. w Granówce pod Odessą. Mamusia Rajmunda z domu Świątkowska ur. w Granówce pod Odessą. Stąd ta przychylność władz dla rodziny Kaczyńskich. Dlatego też IPN gorliwie ściga różnych Bermanów i Szechterów a milczy i udaje że nic nie wie o ich zwierzchniku, którego rozkazy wykonywali.
  • @Alia 22:53:49
    NAIWNIACY, TO PRZEZ TAKICH POLSKA UPADA
    Braci Kaczyńskich marny los – znany był już 20 lat temu
    26 Wrzesień 2011 sowa (…) bracia Kaczyńscy również mamili ludzi obietnicami zwalczania korupcji. Gromiąc uwłaszczanie się na majątku skarbu państwa bracia bliźniacy patronowali powołaniu osławionej spółki „Telegraf”.

    Kolumna
    Lech Kaczyński był członkiem Rady Nadzorczej „Telegrafu” od września 1990 roku do lutego 1991. W czasie gdy w niej zasiadał, kapitał spółki wzrósł ponad osiemdziesięciokrotnie, do kwoty blisko 2 milionów dolarów. Pieniądze te pochodziły od firm należących do skarbu państwa. Państwowy wówczas Bank Przemysłowo – Handlowy wspomógł spółkę „Telegraf” 11 miliardami starych złotych, natomiast państwowy Budimex wykupił w spółce udziały za okrągłą sumkę 9 miliardów złotych. „Telegraf” wziął jeszcze 15 miliardów kredytu z państwowego wówczas Kredyt Banku (12.04.1991 r.), zaś z Banku Rozwoju Energetyki 18 miliardów złotych. Bracia Kaczyńscy w zamian za forsę, jaka przepłynęła z tych „nomenklaturowych”, państwowych firm, zapewniali ich „komuszym” prezesom polityczną osłonę.
    Kaczyńscy nie mieli również nic przeciwko temu, aby „Telegraf” zasilały pieniądze pochodzące od biznesmenów podejrzewanych o korupcję. W artykule pt. „Modliszki z PC”, opublikowanym we „Wprost” (nr 22 / 92) Krystyna Naszkowska – powołując się na Bagsika i Gąsiorowskiego – podała, że działacze partii Kaczyńskich wzięli od właścicieli Art – B 57 miliardów złotych. [starych - dop. red.]
    W latach 1990 – 1991 Kaczyńscy dobrali się do majątku skarbu państwa nie tylko poprzez „Telegraf”. Założona przez nich Fundacja Prasowa „S” przejęła min. od Donalda Tuska (czł. Komisji likwidującej RSW) bez przetargu „Express Wieczorny” i po dwóch latach odsprzedała gazetę z godziwym zyskiem. 13 maja 1991 roku zapłaciła za „Express Wieczorny” ok. 16 miliardów złotych. 13 lipca 1993 roku sprzedała gazetę za 26 miliardów złotych, plus 9,1 miliarda, które kupujący wpłacił na poczet zwrotu pożyczki zaciągniętej przez Jarosława Kaczyńskiego w 1991 roku. Fundacja Kaczyńskich mogła sobie pozwolić na kupno gazety i dwóch drukarni m.in. dlatego, że dostała od państwowego wówczas Banku Przemysłowo – Handlowego 1,2 miliarda złotych (starych). Bank zapłacił jeszcze ich fundacji 39,4 miliarda skapitalizowanego czynszu (z góry za 13 lat dzierżawy) za wynajem budynku należącego do skarbu państwa.
    Warto pamiętać, że w myśl kuriozalnych zapisów statutu Fundacji Prasowej „S”, jej członkowie założyciele uzyskali dożywotnie prawo zawiadywania zgromadzonym majątkiem Fundacji, i to prawo dziedziczą także ich spadkobiercy!
    Szczodrość państwowego banku na rzecz Fundacji Prasowej „S” i „Telegrafu” nie była, rzecz jasna, całkiem bezinteresowna. W rewanżu związany z Kaczyńskimi przywałęsowski minister Siwek osobiście naciskał na ówczesnego prezesa NBP Grzegorza Wójtowlcza, aby Bank Przemysłowo – Handlowy został sprywatyzowany w pierwszej kolejności.
    To nie kto inny, tylko właśnie bracia Jarosław i Lech Kaczyńscy walnie przyczynili się do rozplenienia w Najjaśniejszej Pomrocznej poplecznictwa, klientelizmu i protekcjonizmu. Dzisiaj jakby nigdy nic powołują Komitety Społeczne „Prawo i Sprawiedliwość”.
    Jarostaw Kaczyński w przypływie szczerości zwierzył się swego czasu Teresie Torańskiej (w wywiadzie opublikowanym w książce pt. „My”), że wchodząc do wielkiej polityki nie miał nawet porządnego garnituru. Pertraktując w sprawie powołania solidarnościowego rządu, pocił się w marynarce odziedziczonej po zmarłym wujku. Ale jego droga z „nędzy do pieniędzy” nie była długa. Już w 1992 roku będąc tylko posłem jeździł (oczywiście z kierowcą, bo sam nie ma prawa jazdy) najpierw Oplem należącym formalnie do Fundacji Prasowej „S”, a nieco później elegancką limuzyną Volvo.
    Lech Kaczyński nie musiał brać auta od Fundacji, gdyż jako prezes NIK woził tytek w państwowej Hondzie lub Lancii w zależności od nastroju. Szefując NIK – owi Lech Kaczyński zwiększył zatrudnienie w Izbie o ok. 20 proc. Do pracy w NIK przyjmował głównie „swoich”, prowadząc jednocześnie bezpardonową wojnę z miejscową „Solidarnością”. Teraz Lech Kaczyński bardzo sprytnie przekształcił kierowany przez siebie resort sprawiedliwości w wydział ds. propagandy wyborczej. (…)
    15 marca 2001 roku na procesie FOZZ zeznawał w charakterze świadka Grzegorz Wójtowicz, członek Rady Polityki Pieniężnej. W szczegółowej relacji z procesu „Rzepa” pominęła milczeniem ważny wątek z zeznań byłego szefa NBP. Wójtowicz ujawnił, że w 1991 roku Wojciech Włodarczyk i Adam Glapiński, politycy Porozumienia Centrum ściśle związani z braćmi Kaczyńskimi, naciskali na powołanie Grzegorza Ż., głównego podejrzanego w aferze FOZZ, na wiceprezesa Narodowego Banku Polskiego. Miało to miejsce już po odwołaniu Grzegorza Ż. z funkcji dyrektora FOZZ. Ten passus z zeznań świadka Grzegorza Wójtowicza zasługiwał niewątpliwie na przytoczenie, gdyż pośrednio uwiarygodniał przynajmniej niektóre informacje zawarte w głośnej ostatnio książce Jakuba Kopcia i Cliffa Pineiro pt. „Po drugiej stronie lustracji”. Pineiro, niegdyś blisko zakolegowany z politykami PC, uparcie twierdzi, że przekazał Kaczyńskim co najmniej kilkaset tysięcy dolarów wyprowadzonych przez Grzegorza Ż. z FOZZ. Lech Kaczyński idzie w zaparte i publicznie zapewnia, że zarówno on, jak i jego brat bliźniak nie mieli nic wspólnego z przekrętami w FOZZ. (…)
    Lech Kaczyński jako prokurator generalny dokonał świadomie i z premedytacją szeregu formalnych uchybień, co wykluczyło możliwość ekstradycji Meira Bara (mózg operacji Art.,B) do Polski.
    7 października b. wspólnik Art – B Meir Bar oświadczył m.in., że firma Art – B w czasie działalności w Polsce finansowała „partię polityczną Porozumienie Centrum założoną przez braci Jarosława i Leszka Kaczyńskiego, którzy byli przywódcami”. Pieniądze miały pochodzić „z operacji finansowej „Oscylator”. Mei Bar oświadczył m.in., że „w czerwcu 1991 roku na żądanie braci Kaczyńskich środki z „Oscylatora” w wysokości 17 mld zł (ówcześnie wartość 1,7 mln USD) zostały przekazane bezpośrednio Maciejowi Zalewskiemu w gotówce na zakup akcji spółki „Telegraf” przez Art – B”.
    Oscylator był mechanizmem ekonomicznym opracowanym i wykorzystanym w 1989 r. przez Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego z Art – B. Korzystając z hiperinflacji i niedrożnej informacji międzybankowej wielokrotnie pobierano oprocentowanie od tego samego kapitału.
    Oscylator polegał na lokowaniu pieniędzy w bankach, a następnie pobierania czeków na ulokowane kwoty i w realizowaniu tych czeków w innym banku, gdzie zakładana była kolejna lokata, pobierany kolejny czek gwarantowany itd. W warunkach hiperinflacji i jednoczesnej niedrożności systemu przepływu informacji międzybankowej (dokumenty przesyłane były zazwyczaj pocztą lub kurierem) informacja o tym, że czek został zrealizowany w innym banku docierała nierzadko po kilku dniach lub po tygodniu, a do tego czasu lokata stworzona z tych samych pieniędzy była oprocentowana w kilku bankach równocześnie.
    Jeden z wspólników Art – B, Meir Bar, na podstawie polskiego listu gończego trafił do aresztu ekstradycyjnego w Niemczech, w czasie kiedy ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym był Lech Kaczyński. Do ekstradycji nie doszło, bo „Lech Kaczyński zdawał sobie doskonale sprawę, że mój pobyt w polskim więzieniu oraz moje zeznania w trakcie procesu w polskim sądzie mogą raz na zawsze skompromitować publicznie braci Kaczyńskich” i to jest jeden z najważniejszych wątków wielu afer u boku Kaczyńskich. Sowa Frankfurt
    PS. Zawsze twierdziłem, że gdyby w naszym kraju zacząć rozliczać aferzystów z lat 88-20012 to jeden z pierwszych do pierdla trafić powinien Kaczyński. zw
  • @Andrzej Kmicic 14:51:27
    No cóż prawda w oczy kole, właśnie przez takich Polska jest niszczona, musisz tak brzydko pisać o sobie, to język Bermana, nie umiesz inaczej. Ja wyjątkowych tchórzy się nie boję, piszę pod swoim nazwiskiem a ty co tchórzu.
  • @Andrzej Kmicic 14:51:27 Kmicic nie zalatwil by kolumbryny gdyby tak rzucal pyskiem bryzgając gownem i myląc sralnie z bawilnia
    jak pederasta na uslugach kultu poriorytetowości pasożytniczej motywacji i sjonistycznej solidarności z dwoma takimi co ukradli księżyc i nawet oddali wladzę by wykonać w 66,66(6) % żądanie Abrahama Foxmana (jak wspomnialem w pierwszym wpisie, ktory polecam pamieci)
  • @Wrzodak Z. 14:13:25 + @telewidzacy
    Tchórzliwa, śmierdząca pejsata istoto na usługach kremla, esbeków,
    WSIowców i innego żydo-komuszego podstępnego zbrodniczego badziewia
    śmiesz gnojku mówić, że się nie boisz gdy cały zbrodniczy kacapski aparat
    z "seryjnym na czele" stoi za twoim gebelsowskim plugawieniem Polaków.
    Zobaczymy w Wolnej Polsce jak z pełnymi gaciami będziesz spie..ał
    do rosji raze ze swoim pejsatym pieskiem obrzezańcem "telewidzącym".
  • @Wrzodak Z. 21:54:26
    1. „Nie kieruję się nienawiścią do drugiej osoby tylko dlatego, że nazywa się Kaczyński. Potępiam ich straszny falsz, obłudę, cynizm i szkodzeniu Polsce. Oni odrywają rolę teatru politycznego by przypodobać się swoim antypolskim mocodawcom (patrz Jedwabne, TL, UE) To jest koncesjonowana opozycja. Pamiętam tych samych ludzi, którzy teraz bronią Kaczyńskich, wtedy bronili Wałęsy i potępiali tych co ostrzegali przed Wałęsą. Pamiętam te twarze”.

    Czy aby nie zaprzecza Pan samemu sobie? Gdyby Kaczyński – pański wróg emocjonalny przepadł w wyborach – powiedzmy w 2007 roku – nie zajmowałby się Pan jego osobą. Nie tylko Pan, ale i przysłowiowy pies z kulawą z nogą. Wg pańskich postów Kaczyński to wróg nr 1 Polski. Kaczyński jest już emerytem. Odejdzie z polityki już niebawem. Zastąpią go inni. Zapewne będą to kolejni wrogowie Polski. Inaczej być nie może, czyż nie?
    Polityka jest teatrem. Pan tego nie wiedział? Sam Pan brał udział w tymże teatrze. Skąd zatem to potępienie?


    2. „Moją rolą jest ostrzeganie przed tym złem za którym ciągnie się fala kłamstw. Robię to z własnych pobudek, nie muszę kogoś się obawiać, że mnie na listy do sejmu nie wciągną. Sam jestem kowalem swojego losu, nie muszę na kolanach błażnić się przed szulerami prymitywnymi, którzy w podstępny i prosty sposób manipulują naiwnymi”.

    Pan to czyni wyłącznie z pobudek emocjonalnych. Ja wiem, że Pan był posłem pracowitym i to bardzo i wiele mówił o faktach o których inni milczeli z różnych przyczyn. Wiem też, że był Pan przede wszystkim posłem BEZSILNYM. Parlament zaludniają nie tylko patentowane szuje, ale też są tam ludzie uczciwi. Problem ich polega na tym, że są całkowicie bezsilni wobec oportunizmu ¾ tegoż mocno szemranego towarzystwa.


    3. „Co do roztwonienia głosów wyborczych, to zapewniam, że gdybym był nawet na 19 miejscu na liście PiS wyborach w 2007 roku uzyskał był mandat z I miejsca, ale łamać kręgosłupa przed kosmopolitczną i łże-prawicą nie będę. Zapewniam jestem szczęśliwy teraz, widzę więcej, cieszę się dziećmi żoną, rodziną. Patrzę jak tacy jak sceptyczny są rolowani przez Kalsteinów i im podobnych karierowiczów, darmozjadów”.

    I tu popełnił Pan błąd. Polityk, który chce być skuteczny musi być Makiawelem. Nawiasem mówiąc polecam Panu „Księcia”. To jedno z moich ulubionych dzieł na temat polityki. W polityce – o czym Pan dobrze wie – nie ma miejsca na sentymenty. To twarda gra, gdzie wygrywa ten, kto szybciej i skuteczniej oszuka przeciwnika. Polityk skuteczny musi być wyrachowany inaczej przegra. Czas polityków idealistów już dawno minął. A może nie było go wcale. Czy Churchill osiągnąłby tyle dla Wielkiej Brytanii gdyby nie był politycznym szulerem? Ani baronessa Thatcher? A prezydenci USA i cała plejada polityków światowych uchodzących dziś za wybitnych?
    Jeśli o mnie chodzi na wyborach parlamentarnych NIGDY nie byłem. I nie będę. Chodzę tylko na wybory samorządowe. Popieram TYLKO ludzi młodych, aby wykosili sitwy staruchów okupujących stołki samorządowe od 1990 roku. Młodzi nie boją się zmian.


    4. „Podpisanie przez LK, T. L jest konsekwencją referendum dotyczące wejścia Polski do UE, tak pisze sceptyczny. A kto namawiał Polaków do wejścia do erokołchozu, nie przypadkiem Kaczyńscy i Pisuar, to politycy pisuaru najbardziej zajadle nas atakowali w referendum unijnym”.

    Do tegoż „eurokołchozu” namawiali Polaków wszyscy od prawa do lewa, ze szczególnym uwzględnieniem rządu SLD-UP-PSL oraz prezydenta Kwaśniewskiego. Pamiętacie takiego szerokoustego komisarza Verheugena? A wiecznie zaspanego negocjatora Truszczyńskiego podpisującego wszystko jak leci? Mam do dziś niebieskie książeczki rozsyłane do każdego domu z piękną prounijną propagandą ilustrowaną obrazkami Mleczki kąśliwie wyśmiewającą eurosceptyków. Rząd Millera drżał ze strachu przed wynikiem referendum, bo w razie jego niepowodzenia to ego rząd miał podjąć decyzję o akcesji. Dlatego wymyślili referendum dwudniowe, by frekwencja przekroczyła upragnione 51%, aby wynik stał się wiążący. Polacy zagłosowali za traktatem akcesyjnym z czystej chciwości, małoduszności, niewiedzy wynikającej z lenistwa by nie rzec głupoty. To nie pierwszy raz Polacy dali taki popis odpowiedzialności za państwo z którego robią sobie permanentnie jaja od 1991 roku. Traktat akcesyjny był carte blanche czyli euro, lizbona, wszelkie pakty godzące w nasze państwo plus rewolucja obyczajowa, której jaskółki już mamy. Dzisiaj ten i ów płacze obłudnie rzecz jasna „nie do takiej unii wstępowaliśmy”. Głupcy piszczą, że weszli do jaskini szulerów i oni ich oszukali. A czegoście się spodziewali?
    Uczciwi ludzie nie tylko z Polski ale i z zagranicy ostrzegali czym się skończy akcesja, no i poszło.
    W referendum 2003 udział brałem. Głosowałem NIE dla UE. Dzisiaj mogę sobie spojrzeć w twarz w lustrze i nie wstydzić się samego siebie. Czego nie mogą powiedzieć inni, którzy ze wstydu chcą o tym referendum jak najszybciej zapomnieć i nie pamiętać o swojej zdradzie kraju czyli TAK dla UE.

    5. „Środowisko Kaczyńskich i oni sami poprą każde rozwiązanie antypolskie, które będzie korzystne dla NWO. Oni są tu przybłędami, oni mają misję służenia rządom kosmopolitycznym. Ludzie od Kaczyńskiego i oni sami budowali III RP, byli w rządach Bieleckiego, Suchockiej, WjWajEs-u, te rządy odpowiadają za rozbiory Polski. Sceptyczny tego nie pamięta?????”

    Och, wystarczy prześledzić szczegółowo składy rządów ze wszystkimi przybudówkami, żeby to stwierdzić. Nic tu odkrywczego nie ma.


    6. „A L. Kaczyńskiego to kto zrobił szefem NIK, nie przypadkiem Suchocka, a Min. Sprawiedliwości, to kto zrobił L. Kaczyńskiego, nie przypadkiem gwiazda obecnego Peło - Buzek, wyjątkowy szkodnik.”

    To samo co wyżej.


    7. „POPIS Kaczyńscy, Tusk, Komorowski, Kwaśniewski, Balcerowicz, Borowski, Michnik itd. to jedna gmina, jeden program, jedna polityka, tylko w innych opakowaniach. Dowodów na to jest mnóstwo, wystarczy więcej czytać i więcej analizować fakty.”

    Dlaczego prawica w Polsce nie stanowi żadnej przeciwwagi dla tego towarzystwa?
    Z kilku powodów: nadmierne ambicje liderów lokalnych partyjek, brak pieniędzy, brak spójnego programu gospodarczego, nieumiejętność dotarcia do młodych.

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

ULUBIENI AUTORZY